piątek, 21 lipca 2017

O strategii w obronie Puszczy

Jakie są potencjalne możliwości ograniczenia obecnych szkodliwych działań w Puszczy Białowieskiej - pomyślmy na chłodno i bez emocji, co może się wydarzyć (nawiasem mówiąc, to jest moje marzenie, żebyśmy w ochronie przyrody wreszcie zaczęli działać rozsądnie, a nie emocjonalnie). Widzę trzy scenariusze:

1. Min. Szyszko zmienia strategię działań w Puszczy (np. pod wpływem argumentów).
2. Premier Szydło zmienia ministra Szyszko (pod wpływem rosnącej dezaprobaty społecznej dla działania resortu postanawia uspokoić emocje i iść na kompromis).
3. Wyborcy zmieniają rząd premier Szydło, kolejny rząd jest bardziej otwarty na głos nauki i potrzeby ochrony przyrody.

Wszystkie scenariusze poprawiają sytuację w Puszczy, ale który z nich wydaje Wam się najbardziej prawdopodobny? Moje typy:

#1 jest chyba nierealny, z uwagi na osobiste i emocjonalne zaangażowanie ministra w spór - tyle razy zapewniał, że postępuje słusznie i kładł na szalę swój autorytet i poparcie wyborców, że nie może się wycofać, nawet gdyby chciał. Co gorsze, minister chyba naprawdę wierzy, że konieczne i właściwe jest wycinanie drzew.

#2 jest względnie najbardziej prawdopodobny. Minister Szyszko był wymieniany w prawicowych mediach, które śledzę, jako osoba potencjalnie do dymisji podczas letniej rekonstrukcji rządu. Ma relatywnie niskie poparcie społeczne, również wśród zwolenników rządu, z uwagi na liczne wpadki, takie jak "córka leśnika", "lex Szyszko" (konflikt z władzami partii), polowanie na bażanty, stodoła i inne.

#3 trudno mi oszacować p-ństwo upadku rządu w ogóle, natomiast upadek rządu pod wpływem argumentów przyrodniczych wydaje się być zupełnie nieprawdopodobny. Z resztą partia rządząca ma niemalejące poparcie społeczne, więc #3 nie zmienia sytuacji politycznej.

Uważam zatem, że najbardziej "rozwojowy" jest #2.

Pomyślmy zatem, co zwiększa prawdopodobieństwo realizacji scenariusza #2? Konflikt i rozbieżność interesów na linii rząd-minister (która, moim zdaniem, faktycznie istnieje: minister szkodzi wizerunkowi rządu). Należy zatem tę rozbieżność sygnalizować i uświadamiać ją, ale nie ministrowi (bo on jest raczej niereformowalny), lecz jego zwierzchnikom: że strategia w PB jest błędna i szkodliwa również dla rządu. Kluczowe jest przekonanie rządu, że trzymanie ministra realizującego taką strategię jest błędem.

Co natomiast zmniejsza prawdopodobieństwo realizacji scenariusza #2? Uderzanie przez przyrodników w rząd jako całość, bo uderzanie w całą grupę powoduje jej konsolidację i zaciera potencjalne pęknięcia w niej. Reakcją na oskarżenie w stylu "wszyscy jesteście do odstrzału" z pewnością nie będzie inicjowanie konfliktów w obrębie tej grupy, lecz jednoczenie się tej grupy przeciwko wspólnemu wrogowi. Z punktu widzenia ministra Szyszko, który chce realizować swoją politykę w Puszczy, najkorzystniej jest gdy jego wrogowie stają się wrogami całego rządu - wtedy jego pozycja jest umacniana (=walczę z naszym wspólnym wrogiem, pomóżcie) i zyskuje zaufanie. Równocześnie, merytoryczna i słuszna w mojej ocenie krytyka jego działań w PB, zostaje upolityczniona, traci swą moc argumentu naukowego (=oni zawsze nas krytykowali).

Dlatego angażowanie się organizacji przyrodniczych, albo samych przyrodników, w rozgrywki polityczne (niezależnie czy są słuszne, czy nie) pod sztandarami ochrony przyrody, sprzyja ministrowi Szyszko - to jest właśnie to, czego minister potrzebuje, by odbudować swoją słabą pozycję. Nie potępiam angażowania się w szeroko rozumianą politykę, ale nie pod szyldem organizacji przyrodniczych, bo to szkodzi sprawie.

Będę wdzięczny za wskazanie błędu logicznego w powyższym rozumowaniu,

Michał Żmihorski

142 komentarze:

  1. No ale jest jeszcze scenariusz, dla mnie najbardziej prawdopodobny, że Trybunał Sprawiedliwości nałoży wysokie kary na Polskę. W tym momencie Kaczyński powie Szyszce, że Polska nie zamierza płacić i żeby zakończył wycinkę, wrócił do poprzednich limitów cięć, etc. Tak jak było z Rospudą. Dymisja Szyszki jest dla mniej najmniej realna. Ma ogromne poparcie Rydzyka, tak jak Maciarewicz, i obaj są nie do ruszenia. No chyba, że Kaczyński chce stracić poparcie Torunia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten scenariusz jest prawdopodobny, ale to wyofanie sie wycinki bedzie pozorne (np. na pol roku, zeby uspokoic KE). A potem gra w chowanego rozpocznie sie od nowa.

      Usuń
    2. no dobra, ale to jest wersja scenariusza #1 - Szyszko zostaje ale zmienia działanie. Ok, być może jest to prawdopodobne

      Usuń
  2. Panie Michale, to jest na dluzsza dyskusje. Tak na goraco wskaze pare zalozen w przedstawionym rozumowaniu, ktore wydaja sie nie do kona prawdziwe.

    (1) Wiele osob uwaza, ze PiS, Szyszko itp. to uzurpatorzy i ze wsrod inteligencji nikt ich nie popiera. O tym juz bylo. Tzn., ja ich popieram (i chyba naleze do inteligencji). Owszem PiS-owcy bywaja troche czubkami i ogolnie mogliby miec znacznie lepsze maniery. Ale staraja sie grac dla Kraju (na ile umieja). W przeciwienstwie do poprzednikow, ktorzy indywidualnie bywali blyskotliwi, ale lansowali model panstwa kolonialnego.

    (2) Jesli uznamy, ze PiS jest wladza legalna, ktora bedzie przynajmniej nastepne 2 lata, to znaczy, ze nalezy traktowac ludzi z PiS-u powaznie, tzn.jako ludzi do rozmowy (takze Szyszke, Rydzyka itd.). Ale to sie nie miesci w glowach totalnej opozycji (jakze to z Rydzykiem rozmawiac??). I stad te pseudo-plany jak PiS-owcow usunac, albo przestarszyc przy pomocy UE. Wizje na razie nie do zrealizowania. Ludzi z charakterem nie da sie przestraszyc ( co nie znaczy, ze nie mozna w niektorych sytuajach osiagnac z nimi porozumienia).

    (3) Na trwale, Puszcze jest w stanie obronic tylko koncepcja objecia jej w calosci parkiem narodowym. Stopniowo to byloby do przeprowadzenia (podobno nawet Szyszko tego kiedys chcial). Ale to wymaga znalezienia pieniedzy i akceptacji miejscowych. A wszystkie takie dorazne umowy miedzy stronami, to z dnia na dzien, moga byc wywrocone do gory nogami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się z Panem w wielu kwestiach zgadzam. Ale wśród naukowców-ekologów jest tak naprawdę całkiem spora rzesza (mniej lub bardziej) konserwatystów, więc ten obrazek chłoporobotników z PIS i inteligencji spod znaku opozycji z pewnością jest fałszywy. Więc myślę, że potencjał do rozmów jest, ale ze strony Ministerstwa nikt rozmawiać nie chce, oni celowo udają, że obrońcy Puszczy to jacyś zdemoralizowani zboczeńcy nieznający się na niczym.

      Usuń
    2. Do miłego anonima z 14:53. Ad. 1. Od razu powiem, że budzi mój szacunek wiara, że PIS "starają się grać dla Kraju". OK, ja też tak myślałem. W praktyce, wyglada to niestety tak, że na Kremlu od otwierania szampana, w związku z wydarzeniami w Polsce, nie ma już trzeźwego nawet oddźwiernego i szatniarza. Proszę nie obrazać więc inteligencji pisząc o "modelu państwa kolonialnego" jako usprawiedliwienie prawdopodobnie własnego braku aktywności i sukcesów. Jak było w prawdziwych koloniach dowie sie Pan np. z lektury np. "Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju" Van Reybrouck David Wyd. WAB, 2016. Np.: "Belgowie do perfekcji opanowali antyczną zasadę: „dziel i rządź”. Nie mogąc zapanować nad swoimi afrykańskimi koloniami przy wykorzystaniu siły zbrojnej, postanowili wmówić poddanym, że ci dzielą się na rasę panów i podludzi. Wyrachowane działania Brukseli po latach doprowadziły do jednego z największych ludobójstw XX wieku i śmierci ponad miliona osób.". To tyle o temacie "(i chyba naleze do inteligencji)".
      Ad 2. Jak traktuje ludzi opozycji Sułtan Kaczyński (popierany przez Dyr. Rydzyka) mogliśmy się przekonać w w czasie debaty w Sejmie o Sądzie Najwyższym ("mordy zdradzieckie..."). Więć z kim tu rozmawiać? Proszę o inne kandydatury do rozmowy. O ile pamiętam, propozycje debaty z "liberałami" na falach RM były odrzucane. Wie Pan, trudno też wymagać od "eunuchów Sułtana" (cyt. za byłym "trzecim bliźniakiem" byłym Pisowskim Marszałkiem Dornem) jakiegoś charakteru.
      Ad 3. Proponuję, żeby przesłał Pan swoje przemyślenia Ministrowi Szyszce (d.w. Dyr. Rydzyk). Kazdy pomysł zmierzający do ochrony Puszczy Białowiekiej jest wart poparcia. Pisamen.

      Usuń
    3. proponuję nie eskalujmy polsko-polskiej wojny i nie przenośmy tutaj poziomu debaty z parlamentu. Myślę, że rzeczywiście dialog obecnie z Ministerstwem Środowiska jest nierealny głównie ze względu na postawę Ministerstwa, ale część środowiska "ekologów" i prawdziwych ekologów jest bardzo anty rządowa (czy trudno się im dziwić, czy nie, to inna sprawa), co pogłębia kryzys. Mnie, muszę się przyznać, też ponosi i piszę na twitterze lub fb złośliwe komentarze, ale propaganda ze strony Lasów Państwowych naprawdę czasem zapiera dech w piersiach. Niemniej nadal myślę, że nauka nie powinna wchodzić w politykę i powinniśmy rozgrywać to bardziej na chłodno, np. biorąc pod uwagę zaproponowane przeze mnie scenariusze.

      Usuń
    4. do Anonima 19:22

      Bardzo dziekuje, ze poswiecil/a mi Pan/Pani tak duzo slow i nawet literatura dla mnie do poczytania zostala wyszukana i wskazana. Trudno, ale pozostane przy swoich sympatiach politycznych (i niech bedzie, ze dlatego, ze sie nie umialem krasc, gdy byly ku temu takie wspaniale mozliwosci).

      Ale ciesze sie, ze w sprawie puszczy, ja i Anonimowy 19:22 jestesmy za tym, aby ja jednak chronic. To pokazuje, ze przyroda moze laczyc ludzi nawet o bardzo odmiennych przekonaniach.

      Usuń
    5. Do Anonima 20:24. Miły anonimie, inteligencie, niezmiernie cieszy mnie ostatnie zdanie, które wybitnie poszerza krąg obrońców PB (wazny jest każdy głos, niezaleznie od "sympatii" i inteligenckich definicji) . Natomiast, co do stwierdzenia "..,krasc, gdy byly ku temu takie wspaniale możliwosci", to rozumiem, że konsekwencją bedzie odebranie tych ukradzionych dóbr. Czy według zasady "grab zagrablione" (cytat. W. Lenin)? Proszę przy okazji wyrażania sympatii zwrócic uwagę min. Szyszce, aby zwrócił naturalny charakter PB, zamiast ją eksploatować, czyli kraść naturze.

      Usuń
    6. Werbalnie miły Panie anonimowy PiS gra na Polskę, a PO grało na wtopienie Polski w struktury UE. W PiSowskiej praktyce Polska = PIS = Kaczyński, czyli władze grają na PiS, a Polska w Europie i na świecie jest marginalizowana na własne życzenie; z kolei polityka "kolonialana" gwarantowała, że Polska bardzo szybko się rozwijała dzięki środkom strukturalnym i otwarciu granic, a więc i (zwłaszcza młodych) umysłów i w różnych sprawach, np. polityki wschodniej, mogła liczyć na przychylność Niemiec. Teraz tak bardzo wstaliśmy z kolan, że o wszystkim decydują inni. Nawet o wycince drzew.

      Usuń
    7. Czyli, o ile dobrze zrozumialem komentarz "zk", to lud zamieszkujacy obszar pomiedzy Bugiem a Odra, ma problem mentalnosciowy. Mianowicie, lud ten nie okazuje szalu radosci, gdy je gosciom z UE z reki. Gorzej, czasem lud ten nawet probuje te dokarmiajaca reke kasac. To ja nie wiem. Moze jakies szkolenia zorganizowac, moze akcje uswiadamiajace przeprowadzic w TVN? Maja sie cieszyc. Koniecznie.

      Usuń
  3. Do anonimowego z g.14:53.,

    Trzecia Rzeczpospolita Polska po 28 latach od upadku realnego socjalizmu w Polsce ukształtowała się tak, a nie inaczej, ale trudno tutaj mówić o państwie kolonialnym.Na przestrzeni 28 lat transformacji ustrojowej zlikwidowaliśmy ponad 20 sektorów gospodarki narodowej w całości lub prawie w całości.Zlikwidowany np. sektor wysokich technologii praktycznie w całości, gdzie tylko z branży elektronicznej i informatycznej skasowano 100 zakładów produkcyjnych i fabryk, czyli zdecydowanie więcej niż liczył Centralny Okręg Przemysłowy w okresie istnienia II Rzeczypospolitej Polskiej( bodajże 54-55 zakładów produkcyjnych). W trakcie przemian popełniono wiele kardynalnych błędów, a których naprawić już się nie da.Natomiast obecnie Polska ewoluuje w kierunku modelu państwa stanu wyjątkowego, co z automatu wykluczy nas z Unii Europejskiej i pozbawi funduszy strukturalnych, które generują inwestycje i rozwój w jednostkach samorządu terytorialnego.Ponadto Polska będąc państwem stanu wyjątkowego zostanie wyłączona z europejskiej i międzynarodowej przestrzeni prawnej, co wiąże się z izolacją i ostracyzmem międzynarodowym.Zapewne dojdą z czasem sankcje polityczne i gospodarcze, a także globalny kryzys gospodarczy zapowiadany w 2018 r.Jestem ciekaw jak wódz i jego drużyna i ich wyborcy ogarną zbliżające się problemy cywilizacyjne? Tym bardziej, iż dziś funduszy brakuje dosłownie na wszystko, a jeżeli wyskoczymy z UE to Brukseli musimy zwrócić owe 135 mld euro netto przyznane w latach 2004 - 2016, gdyż fundusze kierowano do ówczesnego demokratycznego państwa prawa.Krajowe rezerwy dewizowe w NBP to ok. 100 mld $ czyli za mało, także jestem ciekaw, jak obecna formacja polityczna ogarnie ów problem i inne także.Zobaczymy dokąd zaprowadzi Polskę owa rewolucja narodowo - konserwatywna? Czyżby do osławionego raju?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest chyba watek poswiecony Puszczy? Ale takie wpisy jak wpis An. 20:41 pokazuja, ze polityka zupelnie przeslonila te sprawe. An. 14:53

      Usuń
    2. niestety... bardzo bym nie chciał polityki na blogu jeśli nie jest bezpośrednio związana z problemami ochrony przyrody.

      Usuń
  4. Do anonimowego z g.20:49.,

    Jestem zatroskany o losy mojej Ojczyzny.Polityka jest wszechobecna i kształtuje się na każdej płaszczyźnie interpersonalnej.Po prostu.Puszcza jest także jej elementem.A może się mylę inteligencie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie, ze sie Gosciu mylisz. Puszcza jest w ogolnosci poza polityka. Ale dla wielu lewakow to narzedzie walki z PiS-em. Dlatego inicjatywy p. Michala aby cos zrobic dla Puszczy nie wyjda. Pokusa walki przy pomocy Puszczy jest zbyt duza.

      Usuń
  5. Do anonimowego z g.21:03.,

    Nie jestem lewakiem, choć moje przekonania polityczno - społeczno - gospodarcze są socjalistyczne.Nie walczę też z formacją polityczną PiS, gdyż to polski naród wystawi owej formacji stosowny rachunek za całokształt działalności politycznej.W sprawie Puszczy na ile mi wiadomo, to włączyły się do dyskusji podmioty międzynarodowe np. UNESCO.

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Michale, na blogu były już posty o tym jak radzić sobie robiąc doktorat bądź wyjeżdżając do USA na post-doc-a. Może teraz warto postarać się napisać o tym jak być naukowcem w kraju autorytarnym. Jeszcze aktywni naukowo są ludzie, którzy swoją działalność naukową zaczynali w komunie. Może warto ich zapytać?. Ważne, żeby wybrać takich, którzy nie byli fagasami komuny. Ja na przykład nie wiem, czy w czasie autorytarnej Polski zachowywać standardy nauki zachodniej, czy też niezbędne, niestety, będzie szukanie zgniłych kompromisów...

    OdpowiedzUsuń
  7. Do anonima z g.09:00.,

    Będziesz musiał iść na różne zgniłe kompromisy i współpracę ze służbami specjalnymi, gdyż inaczej nie otrzymasz paszportu i nigdzie nie wyjedziesz.Moim zdaniem należy się układać z władzą, chyba że chcesz zmienić fach.Także donoszenie, szpiclowanie będzie w cenie.Dobra zmiana co? He, he, he, he, he.

    OdpowiedzUsuń
  8. To jest niepotrzebna panika, a wlasciwie przedwczesna. JK bywa zlosliwy, ma kompleksy itp., ale wbrew pozorom stapa tawrdo po ziemi. Wg mnie ten spektakl, ktory obserwujemy jest wyrezyserowany i jest to takie rozpoznanie na ile obecna wladza moze sobie pozwolic. Ale prawdopodobnie w ktoryms momencie rzadzacy sie cofna. Tylko opozycja musi na to zapracowac. Np. taki Rysio P. - znalazl sobie fajna lale i chcialby pojechac z nia na Malediwy. A zamiast tego musi codziennie w upale biegac po Krakowskim Przedmiesciu. Uff. No, ale moze w ten sposob Rysio P. i jego toarzysze zapracuja na swoiste odkupienie win. Bo jak tutaj ktos napisal doprowadzono do upadku prawie wszystkiego co sie dalo. W dodatku przy dzwiekach orkietry. To niech teraz niech ci eleganccy obywatele troche pobiegaja. Ale na prawdziwa panike dla zwyklych obywateli to jeszcze troche za wczesnie. Nie nalezy spieszyc sie z ocenami takich sytuacji.

    "(chyba)inteligent"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak nie należy się śpieszyć...a później jest już za późno...

      Usuń
    2. Coś pachnie kultem jednostki... Hitler, Napoleon, Mussolini też mocno stąpali po ziemi, a jak skończyli, pociągając za sobą miliony, chyba pamiętamy...

      Usuń
    3. Nie nalezy sie spieszyc z ocenami, ale co do biegania to oczywiscie opozycja musi teraz biegac. Juz o tym pisalem, nawet Rysio P. musi wykazac sie teraz realnym wysilkiem. Spokojna degustacja osmiorniczek na razie nie wchodzi w gre.

      Usuń
    4. Czemu ciągle piszesz o Rysiu P? Podoba Ci się? Poza tym tu nie chodzi o Rysia tylko o Nas Polaków, tak trudno to pojąć?

      Usuń
  9. @ anonim z g.14:51.,

    To dzieje się naprawdę.Mamy nową rasę panów i podludzi.Od wczoraj nie trzeźwieje z rozpaczy.Jest już pozamiatane.

    OdpowiedzUsuń
  10. No dobrze, widząc jak mocno skręca ta dyskusja w stronę polityki zapytam: czy myślicie, że realne jest utrzymanie dyskusji o Puszczy bez wchodzenia w politykę? I jak to zrobić? Bo obecnie, większość komentarzy naukowców krytykujących ministra Szyszko jest szybko szufladkowana, pojawiają się teksty: "a gdzie byłeś jak PO rozkradała Polskę" albo "na pohybel z PISiorami"... W takim świecie nauka w zasadzie traci rację bytu, a zaczyna się liczyć zasięg wrzasku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu, w chwili obecnej nie ma sensu rozmawiać o Puszczy. Puszcza jest ważna, ale są sprawy ważniejsze...

      Usuń
    2. Nie zgadzam się z poprzednikiem, że nie warto rozmawiać o Puszczy. Zawsze są "sprawy ważniejsze", to żaden argument. Problem w tym - Michał, pisałem już o tym niedawno - dyskusja na argumenty nie ma sensu, bo stała się polityczna. Nie liczy się prawda, tylko przekonanie polityków opcji rządzącej, że mają rację. I w imię tego przekonania, jeśli będzie trzeba, wytną trzy czwarte Puszczy. I nie powstrzyma ich ani UNESCO, ani Trybunał Sprawiedliwości. To jest tragedia, bo z tymi ludźmi po prostu nie da się rozmawiać. Od razu jesteś ubekiem, tudzież zdrajcą.

      Usuń
    3. ale jest część środowiska "konserwatywnego" dość rozsądna. Śledzę kilku dziennikarzy na twitterze i tam jest na serio mocny rozłam, część ludzi będących zwolennikami rządu na serio ma rozsądne podejście, albo przynajmniej jest otwarta na dyskusję, na argumenty. Więc nie ma co się okopywać na swoich pozycjach, naszym (=naukowców) psim obowiązkiem jest ustawiczne proponowanie rozwiązań, nie powinniśmy się obrażać na nikogo. Tak myślę i tak staram się robić.

      Usuń
    4. Masz rację o tyle, że jest taka część tego środowiska. Ale ta część nie dyktuje dziś warunków, ani o niczym nie decyduje. Obawiam się przy tym, że już wkrótce mówienie tego, co się myśli, także w środowisku naukowym, nie będzie mile widziane. Sikorki ćwierkają, że jesteśmy następni w kolejce, po sądach i mediach :) A mamy już taki dziwaczny twór jak Akademickie Kluby Obywatelskie, w istocie będące przybudówkami Klubów Gazety Polskiej, które mają za zadanie wspierać rząd w jego działaniach. Prawda nikogo nie interesuje, a tym panom wróżę szybką karierę. Czyżby przyszli rektorzy, jak już wygaszą kadencję obecnym? Wybacz cynizm i polityczne wtręty, ale sytuacja jest, jaka jest, i nie wróży nic dobrego.

      Usuń
    5. jasne, zgadzam się, że ekstrema w stylu Gazety Polskiej jest silniejsza i jest realnym zagrożeniem również dla naszego środowiska. Ale tu dochodzimy do tematu mojego posta - może powinniśmy jako przyrodnicy-naukowcy raczej szukać porozumienia z rozsądną częścią tego środowiska, zamiast walić w całość? Kurczę, popatrzcie na sondaże, również ogólnoeuropejskie (powszechny eurosceptycyzm - Polska ma najbardziej pro-europejskie nastawienie z całej UE) - jak dla mnie odpowiedź wydaje się dość oczywista, bo następuje ogólnoświatowy skręt w stronę konserwatyzmu...

      Usuń
    6. Mysle, ze na prawicy sa ludzie, z ktorymi mozna probowac porozmawiac o Puszczy. Ot chocby Prezydent, siostrzenica JK itd. Ludzie takze z opcji prawicowej kochaja przyrode. Problem jest gdzie indziej. Jesli jakas grupa deklaruje jawnie lewicowo-feministyczne poglady (np. Obywatele Nauki), to z nimi faktycznie nikt z prawicy o Puszczy nie bedzie rozmawial, gdyz wyglada to na pewien rodzaj politycznej zasadzki. O Puszczy moga z politykami rozmawiac tylko "naukowcy kochajacy przyrode", ale nie "politykujacy naukowcy".

      "{chyba)inteligent"

      Usuń
    7. Nie ma. Prezydent nie rozmawia - gdyby chciał, dałby jakiś sygnał. Nie dał. Wielu naukowców, którzy się wypowiadali, nie jest z opcji lewicowej. Nic to nie dało. Problemem nie jest opcja polityczna przeciwników cięć, tylko ich zwolenników, z ministrem na czele. Poparcie z Torunia jest potrzebne, i JK go nie poświęci dla tak marginalnej sprawy. Ochrona przyrody jest marginalną sprawą w realnej polityce.

      Usuń
    8. Nie ma powodu, zeby Prezydent dawal sygnal. To obroncy Puszczy musza zrozumiec, ze jak chce sie cos zalatwic to trzeba byc grzecznym (ta zasada obowiazuje na calym swiecie), tj. grzecznym takze dla Rydzyka.

      Usuń
    9. Ciekawe, co piszesz. Problem w tym, że ani o. Rydzyk, ani minister, ani jego przydupasy i klakierzy grzeczni nie są. Nie, oni po prostu wiedzą lepiej. W całym cywilizowanym świecie obowiązuje zasada, że grzeczne i merytoryczne muszą być obie strony rozmowy. Tymczasem mamy stronę rządową (my mamy rację i możecie nam naskoczyć) oraz drugą, która nie ma żadnego siłowego argumentu, więc nie ma też żadnego wpływu na sytuację. Pozostaje jej zatem, nomen omen, wołanie na puszczy.

      Usuń
    10. Pieknie to napisales, tylko obawiam sie, ze to Puszczy nie pomoze.

      Usuń
    11. Pan Michał napisał, że należy szukać porozumienia z rozsądnymi ludźmi, konserwatystami, z rządu...teraz już wiem jak ludzka naiwność może prowadzić do katastrofy...mam nadzieję, że Panu starczy życia na te poszukiwania...

      Usuń
    12. Anonimowy23 lipca 2017 08:45, ta "ludzka naiwność" to komentarz do mojego pomysłu szukania porozumienia? Ja bym szukanie porozumienia nazwał nie naiwnością, tylko koniecznością, bo alternatywą jest partyzantka w Białowieży, i ostrzeliwanie harwesterów z broni czarnoprochowej. No na serio, musimy mieć choć trochę poczucia realizmu, jeśli chcemy cokolwiek zdziałać, a nie tylko wrzeszczeć

      Usuń
    13. Realizm polega chyba teraz na tym, że trzeba trochę poczekać, aż PIS wywróci się o te swoje emocje. Przecież "PIS przyspiesza", i to powinno być źródłem optymizmu. Watpię, aby w stanie "oblężonej twierdzy" cokolwiek kompromisowego zawitało w tych rogrzanych głowach.

      Usuń
    14. Ludzka naiwność jest wtedy, gdy ktoś kto leży i jest obijany bejsbolem proponuje bijącemu, że na kompromis nie jest za późno...i tymi leżącymi jesteśmy my (Pan Michał również)...czasami warto zdać sobie sprawę ze swojego położenia oraz z tego jakie ma się możliwości...

      Usuń
  11. @ anonim z 22 lipca z g.23:02.,

    Jeżeli poczynione zostaną jakiekolwiek ruchy w stronę polskiego środowiska akademickiego, to raczej pod kątem wieku nauczycieli akademickich.Mówi się o wprowadzeniu stanu spoczynku dla akademików, którzy ukończyli 70 rok życia.Nie wiadomo, czy będzie to swobodny zapis, czy też obligatoryjny? Co do Akademickich Klubów Obywatelskich, to reprezentacja uczonych na tle całego środowiska akademickiego w kraju jest tam niewielka.Przysłowiowy promil.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy na tym się sprawa skończy. Krążą informacje (wiem z dość dobrze poinformowanych źródeł) na temat nowego trybu wyboru władz uczelni. W praktyce, mają być mocno upolitycznione.

      Usuń
    2. Z tym stanem spoczynku dla akademikow, to jest bardzo kontrowersyjna sprawa. Jest to pomysl lansowany przez Woznickiego (tego samego co zawsze, czyli od KRASP-u, od Banku PKO SA itd.). Rzecz prawdopodobnie dotyczylaby specjalnych, wysokich emerytur dla profesorow belwederskich i w praktyce zapewnilaby miekkie ladowanie elitom komunistycznym i postkomunistycznym. Oczywiscie trzeba znalezc na to kase, wiec prawdopodobnie bylaby to kasa z budzetu nauki. Wiec odnosnie tego calego pomyslu to zapowiada sie naprawde ciekawa rozgrywka.

      Usuń
    3. Jeżeli tak to po wprowadzeniu nowej ustawy o szkolnictwie wyższym w życie 1.10.2018 r.Podejrzewam, iż władze uczelni mogą być wybierane przez rady powiernicze, a tam będą różni ludzie z różnych środowisk.Niemniej polskie środowisko akademickie jest trudnym orzechem do zgryzienia dla jakiejkolwiek władzy np. w okresie istnienia Polski Ludowej nie udało się absolutnie podporządkować tego środowiska ówczesnej władzy.Pomimo zaawansowanego procesu indoktrynacji i form nacisku.Na tym polega specyfika tej grupy społecznej, która jest w większości silnie zlaicyzowana, i o zupełnie innym światopoglądzie niż światopogląd władzy.

      Usuń
  12. @ anonim z g.20:38.,

    Jeżeli stan spoczynku będzie obligatoryjny, to pieniądze znajdą się w budżecie nauki na ten cel, co jest zrozumiałe choć kosztowne.Jednak nie rozumiem istoty pojęć anonima np. elity komunistyczne i postkomunistyczne? Elitą się jest poprzez własny dorobek badawczy i uznanie środowiska zawodowego, członkostwo w prestiżowych instytucjach, gremiach naukowych, albo się nią nie jest.Zabarwienie światopoglądowe nie ma tu nic do rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ ma (jestem innym anonimem, niż ten z 20:38), w polskiej nauce bez problemu znajdziesz kacyków, którzy należą do elity, choć nie usprawiedliwia tego ich dorobek. To się powoli zmienia. Mnie inna rzecz interesuje: po co w ogóle wprowadzać stan spoczynku dla akademików? Nie widzę żadnego sensownego wyjaśnienia. Poza tym, że chodzi o kasę, której będzie mniej na działalność naukową, bo budżet z gumy nie jest. Bez sensu, skoro jesteśmy w normalnym systemie emerytalnym.

      Usuń
    2. Ci ludzie, ktorzy sie na te emerytury zalapia zazwyczaj nie maja dorobku, gdyz dawniej liczyly sie przede wszystkim roznego rekomendacje oraz kurso-konferencyjki. Natomiast te osoby faktycznie maja prawomocne tytuly i w dzisiejszym systemie sa ciagle nie do ruszenia. Wiec troche przycisnieci (z powodu tego braku dorobku) wpadli na pomysl, ze odejda, jak im sie dobrze zaplaci. W kazdym razie, jesli formalnie beda to emerytury z ZUS-u (w co nie wierze) to i tak zostanie to propagandowo przedstawione, jako podwyzka dla naukowcow. Czyli bedzie taki jakby wzrost nakladow na sektor akademickie, a z drugiej strony w ogole go nie bedzie widac.

      Usuń
    3. @ anonim z g.21:21.,

      Co to znaczy, że zazwyczaj nie mają dorobku badawczego lub dawniej liczyły się tylko rekomendacje, kurso - konferencyjki? Pierwszy raz słyszę takowe rewelacje.

      Usuń
  13. @ anonim z g.21:12.,

    Ja nie dostrzegam owych nieuprawnionych kacyków w elitach polskiego środowiska akademickiego.Nie znam nikogo takiego i miałbym poważny problem, aby kogokolwiek wskazać przysłowiowym palcem.Byłoby to także wielce niemoralne i kompromitujące moją osobę.W kwestii stanu spoczynku, to sprawa jest otwarta i trudno mi uzasadnić dziś sens tego stanu rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wytęż wzrok, nie będę palcyma wskazywał. Ale nie dlatego, że jest to niemoralne, po prostu nie chcę zabierać Ci przyjemności odkrycia tego faktu samodzielnie. Podpowiedź: zacznij od samej góry. Minister, CK, tralala :DDD

      Usuń
    2. @ anonim z g.00:17.,

      Od kiedy stanowisko ministerialne w sektorze wiedzy ma elitarny charakter? Skład Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych demokratycznie wybiera uprawnione środowisko akademickie, ale tu także trudno mówić o elicie w dosłownym tego słowa znaczeniu, to centralny organ administracji publicznej.CK nie ma charakteru elitarnego, choć znam wielu takich, których nigdy tam nie wybrano, a bardzo tego pragneli.Mówiąc krótko, to pleciesz trzy po trzy, a para piętnaście.Bądźmy poważni.

      Usuń
    3. Ano taki, że jeśli zostajesz premierem, ministrem, sekretarzem stanu, członkiem CK to stajesz się elitą=rządzisz.

      Usuń
    4. @ anonim z g.08:28.,

      Rządzenie to zadanie, wyzwanie, odpowiedzialność za losy, przyszłość środowiska stąd trudno tutaj mówić o elitarności samej w sobie.Każdy z nas zapewne ma inne spojrzenie na to zagadnienie.Dla mnie to nie jest żadne wyróżnienie ani prestiż z akademickiego punktu widzenia.

      Usuń
  14. No pisalem tutaj wczesniej, zeby sie nie spieszyc z ocenami dzialan PiS-u. I jest juz decyzja Prezydenta, ze reforma sadow idzie do powaznej poprawki. Tak wiec wszyscy ci zalamani, moga odsapnac (przynajmniej na chwile). Ale wyjasnie przy tej okazji dlaczego tak duzo pisalem wczesniej o Rysiu P. Otoz Rysiek ma fajna wakacyjna lale (i faktycznie nawet troche mu zazdroszcze). Ale zamiast jechac gdzies nad morze, to Rysiek w samym srodku lata, w miescie, ostro haruje (podejrzewam, ze pierwszy raz w zyciu). Dlatego dla mnie jest to jednak dobra zmiana. No i podziwiam Ryska, ze umial sie jednak przestawic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bredzisz... z krajem, w którym trzeba ciężko harować w środku lata, zamiast się relaksować, coś jest nie tak...Ty piszesz o Ryśku, a ja napiszę o Jarku, nie cierpię go za to, że zamiast się relaksować w wakacje musiałem iść na demonstrację :-)

      Usuń
    2. To dobrze, troche ruchu zamiast patrzenia w komputer jeszcze nikomu nie zaszkodzilo. No i uczestniczyles w zyciu spolecznym, ktore zanika w xxi wieku, a warto pamietac, ze czlowiek z racji swojej natury powinien wspoldzialac z innymi.

      Usuń
    3. Spoko, to wróćmy do komuny, była Solidarność i życie społeczne rozkwitało, było dużo ruchu na świeżym powietrzu, np. pałowanie przez ZOMO-wców...bredzisz...słonko przygrzewa...

      Usuń
    4. Owszem bylo ZOMO i palowali... Chodzilem na te demonstracje. Bo ludzie (zwlascza mlodzi) potrzebuja zasrzyku adrealiny. A ci ktorych spalowano (czasem przez przypadek) zalapali sie potem do Sejmu, samorzadow itd. (i zaczeli czesto rozkradac co sie daje, bo to tez jest w naturze ludzkiej). Tak czy inaczej, ludzie jako tacy potrzebuja mocnych emocji, a nie tylko klockow LEGO, markowych butow i duzych domow z basenem.

      Usuń
    5. Byłeś w ZOMO? Bez odbioru...

      Usuń
    6. E no tam brali naprawde roslych chlopow, Widac, ze na razie niewiele znasz rzeczy poza obsluga komputera.

      Usuń
  15. Ciągle gadacie o tych starych kacykach, którzy rzekomo są hamulcowymi polskiej nauki, ale to naprawdę jest już przeszłość. Przynajmniej w biologii i w dużych ośrodkach akademickich. A w małych ośrodkach to nawet jak oni maja duży wpływ, to jak odejdą niewiele się zmieni bo młoda kadra, z nielicznymi wyjątkami, też nie poraża jakością. Wydziałami rządzą już profesorowie w przedziale 40-55 (i często trudno nazwać ich elitą, zwłaszcza intelektualną, raczej są "elitą" punktową) stara kadra praktycznie nie ma nic do gadania (może w PAN-ie jest inaczej, słabo znam to środowisko). Stan spoczynku niewiele tu zmieni, nie wiem zresztą jaką emeryturę spoczynkową się planuje. Obecnie profesor tytularny, który dostał tytuł w przeszłości przed 50-ką i pracował do 70-ki ma emeryturę w granicach 4700-5200 zł, trudno więc uznać ją za głodową skoro mediana (nie średnia) polskiej płacy to ok. 2300 zł. Ja bym ich raczej odsunął od wszelkich stanowisk administracyjnych i uprawnień recenzyjnych po 65 roku życia, nawet dając nieco wyższe pensje na te ostatnie 5 lat pracy do 70-ki, aby ta emerytura była przyzwoita (będzie wtedy zawsze ponad 5000 zł). Jest tylko jeden problem, zabraknie wtedy profesorów do przewodów habilitacyjnych i oceny wniosków o tytuły. Liczba profesorów tytularnych stale spada i już teraz trudno skompletować listę nazwisk przy wnioskach, która spełniałaby wymogi ustawy. Wszystko więc wraca do podstawowego problemu - czy na pewno konieczne są habilitacje i profesury tytularne, aby nauka dobrze funkcjonowała. A jak znam życie, to dobra zmiana raczej zadba żeby jeszcze łatwiej można było zostać profesorem i to niekoniecznie po meritum.

    OdpowiedzUsuń
  16. @ anonim z g.15:27.,

    Podoba mi się anonima post i w znacznym stopniu zgadzam się z jego treścią i podzielę się swoimi spostrzeżeniami, uwagami.Otóż profesorowie tytularni, a którzy zrealizowali swoje akademickie kariery w minionym okresie historycznym nie są i nigdy nie byli rzekomo hamulcowymi polskiej nauki, jak pragnęłaby tego rodząca się "elita punktowa". Wówczas praktycznie w każdej dyscyplinie, specjalności naukowej istniały "polskie szkoły naukowe", a które zdobyły uznaną międzynarodową renomę i udział w dyskursie nauki poza strefą radzieckiego Grossraumu.Nikogo wtedy nie interesował indeks Hirscha, który pojawił się w nauce dopiero w 2005 r., i jest dziś najważniejszym wskaźnikiem bibliometrycznym obok ogólnej liczby cytowań prac autora.Pomimo różnych barier ówcześni polscy naukowcy przyczynili się niejednokrotnie do postępu i rozwoju nauki ogółem.Widoczne to było np. w naukach humanistycznych i społecznych, które znam najlepiej, a dziś w obszarze nauk h-s nowa generacja owej "elity punktowej" jest praktycznie w ogóle nieobecna w dyskursie międzynarodowym, co może budzić tylko zdumienie i przerażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem tych extra emerytur dla profesorow belwederskich jest dziwny. Ale wspominal o takim rozwiazaniu Woznicki i poslowie PiS-u (jeszcze przed wyborami do Sejmu). Jak Gowin zostal ministrem to problem zniknal, gdyz on odmowil spelniania obietnic nie swojej partii. Ale ostatnio Gowin tez wspomnial o tym rozwiazaniu. Pomysl wydaje sie nieco absurdalny, gdyz wmacnia system sredniowiecza, w sytuacji gdy wszyscy oczekuja rozluznienia tego systemu. Ale trzeba poczekac na konkrety (teraz ponadto cala sprawa moze sie przedluzyc z powodu zawirowan wokol1 SN i KRS).

      Usuń
    2. @ anonim z g.12:45.,

      Jeżeli profesorowie tytularni, a którzy ukończyli 70 rok życia będą mogli przejść w stan spoczynku i otrzymać godziwą emeryturę to zrobią to, a dlaczego nie, wówczas system rozluźni się, gdyż wejdą na ich miejsce przedstawiciele generacji "elity punktowej". Pamiętam wypowiedź prof. Andrzeja Walickiego czł.rzecz.PAN, iż w USA uczonego poznaje się po nazwisku, a nie wedle parametrów bibliometrycznych.Kapitalne stwierdzenie, a nieznane w kraju nad Wisłą.

      Usuń
    3. Nawet w twardych naukach nie ma problemu ze znalezieniem całych mas profesorów belwederskich, którzy są znani tylko z tego, że są znani. Nie mają wybitnego dorobku, bo nie był im nigdy do niczego potrzebny. Nikt by ich teraz nie krytykował, gdyby nie byli "elitą" na świeczniku.

      Całkowicie zgadzam się z anonimem z 25 lipca 21:03, że w krajach, gdzie uznanie uzyskuje się dzięki dorobkowi, liczy się nazwisko. Nie zgadzam się natomiast zupełnie z przytykami w stronę "elity punktowej", bo to pachnie samouwielbieniem, które cechuje właśnie tych profesorów-celebrytów. Po co nam dobre publikacje, po co nam cytowania. My jesteśmy tak wybitni i tak wspaniali, że nie potrzebujemy dorobku, punktów itp.?

      Poza tym aktualni profesorowie belwederscy i tak dostaną gigantyczne emerytury, bo system kapitałowy polega na podziale składek przez przewidywany czas życia, czyli bardzo opłaca się iść na tak późną emeryturę. Zapewne środowisko profesorskie próbuje zgarnąć jeszcze więcej pod siebie (co nie jest nowością), a równocześnie młodsze środowisko chce się ich pozbyć (co też jest prawem natury).

      Wydaje mi się, że najlepsze dla nauki byłoby pominięcie tego tematu, bo PiS rządzi właśnie dzięki niechęci zwykłych podatników do uprzywilejowania wielu grup. To zabawne, bo równocześnie PiS nadaje i gani przywileje, ale środowisko akademickie na pewno nie jest i nie będzie twardym elektoratem, więc można je poświęcić.

      Usuń
    4. "Nie zgadzam się natomiast zupełnie z przytykami w stronę "elity punktowej", bo to pachnie samouwielbieniem, które cechuje właśnie tych profesorów-celebrytów"

      Obserwując obecne zachowania profesury na wydziale, to widzę znacznie więcej samouwielbienia w "elitach punktowych" niż w grupie profesorów ze starego rozdania, którzy zwykle mają więcej klasy (choć są też wyjątki). Odnoszę wrażenie, że oni (tzn. punktowi) na siłę chcą tymi punktami zasłonić braki intelektualne. Żeby było jasne, jestem aspirantem do nowej profesury (już blisko), popieram system punktowy, choć uważam, że nasz jest zbyt rozbudowany i zaciemnia główny cel nauki tzn. osiąganie wybitnych celów merytorycznych. Punkty dostaje się częściej za czasopismo, a nie za własny wkład do nauki, choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość. Miałem szczęście do nauczycieli, moi profesorowie mieli wyjątkową klasę i całkiem spory dorobek jak na swoje czasy. Nigdy się nie indyczyli, a poziom intelektualny i wiedzę ogólną mieli taką, o jakiej obecni moi koledzy profesorowie punktowi mogą tylko pomarzyć. Dlatego nie dołączę się do chóru potępienia odchodzących elit. Proporcje dobrych i złych profesorów w przeszłości i obecnie niewiele się różnią (żaden system nie tworzy wybitnych jednostek, one się po prostu rzadko rodzą, a system może im co najwyżej ułatwiać lub utrudniać rozwój). Jeśli się czegoś boję to tego, że jakaś sfrustrowana grupa zechce znaleźć drogę na skróty i podlizując się władzy, atakując stare elity dla samej zasady, załatwi sobie ustawowe drogi szybkich awansów, tak jak to było w czasach słynnych "docentów marcowych".

      Usuń
    5. @ anonim z g.13:27.,

      Bardzo fajny post autorstwa anonima, a z którego treścią zgadzam się i dodam jedynie przysłowiowe pięć groszy.Wiemy, iż indeks Hirscha pojawił się w nauce od 2005 r., jako najważniejszy wskaźnik naukometryczny obok ogólnej liczby cytowań prac naukowych autora.Stopniowo nastała moda na zbieranie punktów poprzez publikowanie w czasopismach naukowych o odpowiednim IF, czy ekscytowanie się wskaźnikiem cytowań.Nikt nie kwestionuje tego, że przedstawiciele "elity punktowej" uczestniczą w krwiobiegu nauki globu przez swoje opublikowane publikacje, ale, czy owe publikacje osiągają wybitne cele merytoryczne, czy przyczyniają się do postępu i rozwoju nauki ogółem? Obawiam się, iż poza pewnymi wyjątkami niestety nie, co może budzić złość, gniew u "elity punktowej". Kiedyś w drodze korespondencji elektronicznej dyskutowałem z reprezentantem nauk o życiu z tytułem naukowym profesora, a który zrealizował swoją ścieżkę akademickiej kariery w Szwecji.Poruszyłem zagadnienie wybitnych jednostek w nauce i wybitności dorobku badawczego, i ów profesor zaserwował mi jedynie swój indeks Hirscha i ogólną liczbę cytowań prac swojego autorstwa.Nie drążyłem więcej tematu, gdyż ten profesor nie zrozumiał poruszonych przeze mnie problemów.To jest smutne i zdumiewające zarazem, bo gdzie jest tutaj miejsce na postęp i rozwój w nauce?

      Usuń
    6. Powtórzę w skrócie to co napisałem 30 marca:...legalną formą nabijania IF i punktów jest oparcie cytowań w czasopismie na tzw. "kręgu przyjaciół" (kilkadziesiąt osobników), którzy nawzajem się cytują i czasem dopisują do prac. Grupy te z umiłowaniem uprawiają też turystykę konferencyjną organizujac "spędy" w atrakcyjnych miejscowościach (za pieniądze wiadomo kogo). I tak to się kręci, a przełomowych odkryć, teorii, zastosowań brak. Warto zdać sobie sprawę, że cytowania prac naukowych świadczą o "komunikowalnosci" tych prac, ich zasięgu, co jest cechą pozytywną, ale nadużywaną, niekoniecznie jednak świadczą o (to są te cechy ważniejsze) jakości, odkrywczości i wpływie na rzeczywistość (tą poza czasopismami). Dodam do tego nagminne dopisywanie się promotorów do publikacji pisanych na podstawie własnych badań przez doktorantów i postdoców, co np. eliminuje młodych ambitnych badaczy z konkurencji o granty ERC (dlatego Polska ma tu beznadziejne wskaźniki). Oczywiście lepszy jest jakikolwiek system punktowy od "towarzystwa wzajemnej adoracji" i "eksperckiego" tępienia nieprawomyślnych. System oceny punktowej wymaga jednak daleko posunietej modyfikacji, aby wyeliminować przekręty typu "grono przyjaciół" i nabijanie punktów za szefowanie, promowanie i różne zasługi, które blokują rozwój młodych ambitnych badaczy. Ach, skąd ten drenaż mózgów, prawda? Pokłosiem stosowania w Polsce nie przemyślanego systemu punktowego, a "dla swoich" serwilistycznego (to lepsze okreslenie niz "ekspercki") są z jednej strony kolejki po awanse w CK, mnożenie nadętej tytułomanii i ciagnących kasę grup interesu, a z drugiej strony makabryczny deficyt budżetu nauki, jesli weźmiemy pod uwagę relacje składka/odzysk z programów ramowych (Horyzont i wcześniejsze) oraz beznadziejne wskaźniki innowacyjności gospodarki. Sa to przyczyny upadku autorytetu nauki w Polsce i kompletnie marginalnej jej roli w rzeczywistych sporach, jak np. ten dotyczacy Puszczy Białowieskiej.

      Usuń
    7. Bez sensu przytaczasz przykład Puszczy, bo akurat ślepy system punktowy sprawnie wyeliminowałby takich "wybitnych specjalistów" typu prof. Jana Szyszko. A jeden taki nieuk na stanowisku robi więcej złego, niż wszystkie impakt faktory razem wzięte.

      Usuń
    8. To nie w tym lezy problem, ze nie mozna wyeliminowac Szyszki. Tylko w tym, ze na dzien dzisiejszy nie ma biologa, czy w ogole naukowca, ktory moglby oslonic Puszcze swoim autorytetem. Podejrzeaam, ze Malysz i Lewandowski byliby w stanie to zrobic (moze nawet dotyczy to nieco humorzastej Agnieszki Radwanskiej). Natomiast wspolczesni "wybitni" polscy naukowcy, poza rankingami, nie potrafia pokazac zadnych konkretow i przestali pelnic role osob przekonywujacych. Tak wiec mamy w polskiej nauce zjawisko, ktore mozna nazwac kryzysem autorytetow. I efektywnie naukowcy uczestnicza w sporze o Puszcze z takim mandatem, jak przecietni obywatele. (jeszcze inny aninom)

      Usuń
    9. właśnie, i to jest nasz ogromny problem - społeczeństwo przestało ufać naukowcom. Ale szczerze, to wcale się im nie dziwię, bo obecnie za "garść dolarów" można wynająć naukowca, który poświadczy każdą bzdurę, kłamstwo lub manipulację... Sorry, takich mamy niestety naukowców - nie wszystkich rzecz jasna, ale większość ludzi ma w głowie obraz pro- lub antyrządowych profesorów, albo plagiatorów, czy zwykłych złodziei z tytułami naukowymi... Wkrótce spróbuję wrzucić osobnego posta na ten temat

      Usuń
    10. Do Galla Anonima 9:39. No więc właśnie o to chodzi, że rządzący mają całą tą zabawę w impakt factory w głębokim poważaniu, a więc nie świadczy to raczej o autorytecie "punktowców". Mozna drwić z polityków, ale autorytet w ich rozumieniu przekłada się na realne działania (np. w Puszczy Białowieskiej), a nie ilość cytowań. No ale czemu się dziwić, skoro pogoń za punktami (czyli karierą o czym pisałem wyżej) nie przekłada się na przełomowe odkrycia, innowacje i wdrożenia, a więc autorytet naukowy (nie w relacji do innych punktowanych, ale w relacji do sfery praktyki). Kapito?

      Usuń
    11. Zaufania do naukowców nie ma, ponieważ w środowisku naukowym istnieje cała masa bezmózgiego betonu. Są to głównie wybitni inaczej - nie potrafią pisać, liczyć, publikować w zagranicznych czasopismach, nie mówiąc już o wymyślaniu przełomowych idei; jedynie czasem "coś tam" bredzą w polskich periodykach. Jednym słowem autorytet naukowy jest dewaluowany przez takich osobników, jak Anonimowy z 18:23.

      Usuń
    12. "Bezmózgi beton" do Anonima 18:40. Pomyśl odrobinkę, zamiast się wściekać jak taki jeden w sejmie. Pytanie brzmi: dlaczego ten i inne rządy do realizacji swoich celów wybierają pokraki naukowe typu Szyszko, a nie ludzi z Hirschem>15 ( a przecież są tacy i w bazach łatwo ich znaleźć). Dlaczego nie ciesza sie autorytetem u rzadzących? Czytaj ze zrozumieniem, a nie kombinuj gdzie publikuję. Twój post, to piękny wyraz frustracji wyznawców religii punktowej (tez należę do jednej z parafii, tylko konstatuję, że coś jest nie tak), która w zetknięciu z rzeczywistością (poza czasopismami) "wymięka".

      Usuń
    13. Myślę, że większość tych z H > 15 po prostu nie bawi się w przynależność partyjną, udzielanie wywiadów w Toruniu, piciu wódki z leśniczymi, czy zasiadaniu w komisjach typu CK. Chyba na tym polega różnica.

      Usuń
    14. Anonim z 19:28,

      Indeks Hirscha i ogólny wskaźnik cytowań obowiązują w nauce dopiero od 12 lat, jako narzędzia naukometryczne, które wiążą się z aktywnością, mobilnością, komunikatywnością naukowców świata.Jednak naukometria wykoślawiła się na przestrzeni tychże 12 lat jej egzystencji.Temat ten wałkowały całkiem niedawno (rok temu) czołowe czasopisma naukowe globu.Więc daj spokój z tym H > 15.Inny anonimowy.

      Usuń
    15. Wałkowały to czołowe czasopisma,... z IF ~ 30.
      Wiem, że wielu polskich doktorów, docentów i profesorów marzy o tym, żeby zanurzyć się we własnym sosie degrengolady, a potem wmawiać społeczeństwu, że są wspaniali, a zły "zachód" sprowadza jakieś impakt faktory. I w ogóle publikowanie w tych czasopismach z IF to samo zło, które przecie niszczy umysł i wspaniałe idee. A nad wielkimi ideami trzeba myśleć, myśleć długo, wiele lat, bo nie zrodzą się ot tak. Myśleć trzeba, popijać kawkami, łazić po instytucie w prawo i w lewo. Myśleć 5, 10, 15 lat. Co tam publikowanie, toż to pogardliwy przymus dla wielkich umysłów. Oczywiście, jeszcze suweren niech łoży sowicie na nasze tworzenie, wielkie idee, przełomy, niech łoży, bośmy wielkie profesory i doktory.

      Usuń
    16. Anonim z 29 lipca z g.21:26.,

      Abyśmy się dobrze zrozumieli.Otóż na Zachodzie stwierdzono, iż naukometria i pęd naukowców po punkty nie generują postępu i rozwoju w nauce.Rzecz istotna po 12 latach funkcjonowania indeksu Hirscha i wskaźnika cytowań, a to oznacza mój drogi, iż naukometria jest niewypałem w procesie rozwoju cywilizacji ludzkiej.Mówiąc krótko, to naukometria pozostanie niewypałem procesu globalizacji.

      Usuń
    17. Wytłumaczę to w inny sposób, (to ja "bezmózgi beton"). Zgoda, IF i Hirsche mają swoją wartość jako podstawowy element oceny. Taka trójka. Ażeby jednak być dobrym i bardzo dobrym w nauce, trzeba realizować projekty, mieć wdrożenia i dokonywać przełomowych odkryć, czy tworzyć przełomowe teorie. Wtedy punkty się same namnożą jako produkt uboczny (albo i nie: zobaczcie ile punktów ma np. Egon Musk, przyznacie, że facet z ideami i dorobkiem, ale bez ozdobników przed nazwiskiem), ważne jednak będą te inne osiagniecia, ponieważ to one, a nie punkty zmieniają świat. Podobnie, zeby to jeszcze bardziej łopatologicznie ująć. Ilość "przyjaciół" na Facebooku ma sie nijak z realnymi działaniami w ramach przyjaźni, chociaż świadczy pozytywnie o komunikowalności osobnika.

      Usuń
    18. Rozumiem, że upały utrudniają rozumowanie, ale chyba każdy się zgodzi, że eliminacja punktów była by w Polsce pożywką dla wszelkiej masy nierobów, jak agar dla bakterii. Wielkie idee i przełomy są tylko częścią nauki. Ponadto nauka spełnia też rolę utylitarną, dostarczając rozwiązań potrzebnych w życiu codziennym. Nowoczesna nauka opiera się zatem raczej na kooperacji i tworzeniu multidyscyplinarnych zespołów, a nie na starych mędrcach bujających w obłokach.

      Usuń
    19. Upały działają jak widać jednakowo na wszystkich. Punktoza przynosi wiele szkód, co wykazano w publikacjach z najwyższej półki. Stawianie jednak problemy zero-jedynkowo to jak stawianie Polaków przed wyborem PIS albo PO. Rozsądni dyskutanci na tym bloku nie apelują o całkowite zlikwidowanie systemu parametrycznego, ale do stworzenia takiego, który eliminuje największe patologie punktozy. Są takie systemy w Europie np. w Danii i w USA, gdzie promuje się publikowanie w dobrych czasopismach, ale nie porównuje dorobku różnych dziedzin wg. bezwzględnego IF (czy sumarycznego IF, który jest najbardziej kretyńskim parametrem, a powszechnym w naszych ocenach), gdzie punktem wyjścia jest mediana IF dla poszczególnych dziedzin, która pokazuje jakie czasopisma są naprawdę ponadprzeciętne, i gdzie dodatkowa ocena merytoryczna wykazuje, który dorobek jest naprawdę wybitny porównując go z osiągnięciami innych badaczy z tej samej dziedziny, a nie z IF kogoś z kompletnie innej, znacznie wyżej lub niżej impaktowalnej dziedziny. Byłem ostatnio w komisji oceniającej awans pewnej osoby. Recenzje były 4xtak, 1xnie. I tą na nie wydał recenzent zupełnie z innej bajki niż specjalność ubiegającego się o awans (zastanawiam się zresztą nad logiką CK w wyznaczaniu takich recenzentów). Recenzent zarzucił kandydatowi, że publikuje w przeciętnych czasopismach bo miały niski IF. Ale mediana IF w tej dziedzinie wynosi nieco ponad 0,4, a publikacje były w większości w czasopismach o ponad dwukrotnie wyższym IF. Sprawdziłem ostatnie 30 publikacji recenzenta (jego dziedziny mają medianę ponad 7-krotnie wyższą niż starającego się o awans). I okazało się, że tylko jedna z jego publikacji była w czasopiśmie o ponad dwukrotnym IF niż mediana. I to są konkretne przykłady zero-jedynkowego stosowania punktozy. Postaw się kol. z 9:26 w sytuacji badacza z tej nisko impaktowej dziedziny wobec tak niemerytorycznej recenzji i pomyśl.

      Usuń
    20. Strach przed punktozą, to strach przed prawdą o sobie. Jaki sens jest uprawiać "niszową" dziedzinę, skoro już z definicji nie będzie tam wielkich, przełomowych odkryć, zmieniających naukę? Można zatem stwierdzić, że punkty i impakt faktory (małe ich wartości) całkiem nieźle pokazują, gdzie bytują lawiranci, próbujący żyć w chwale na garnuszku społeczeństwa.

      Usuń
    21. Jaki sens jest dyskutować z takim durniem jak ten z 11:49. Nawet trudno taki poziom umysłowy zrzucać na upały. Ten wpis pokazuje, że w nauce bytują lawiranci, którzy nigdy nie powinni do nauki trafić, bo nie wiedzą o co w tym dziale ludzkiej aktywności chodzi.

      Usuń
    22. Dyskusja skręca w takie rejony, gdzie nie da się już zgodzić ze zdaniem nikogo w niej uczestniczącego. Anonimie z 11:49, jeśli sądzisz, że nauka składa się jedynie z "wielkich, przełomowych odkryć", to brak słów. Zakładam, że takie właśnie wielkie przełomowe odkrycia są Twoim dziełem, inaczej byś tak nie pisał. Z ilu mniejszych osiągnięć korzystasz, żeby móc iść naprzód? Czy o Twoich będzie pamiętał ktoś za lat dziesięć lub dwadzieścia? Jeśli nie, to ani są wielkie, ani przełomowe, a jedynie wysoko publikowane. Prawda jest zaś taka, że nie masz pojęcia, w jakiej dziedzinie może nastąpić duże odkrycie - wcale nie musi dotyczyć modnych nurtów. Zgodnie z Twoim rozumowaniem, wszyscy powinni zająć się biologią molekularną.
      Anonimie z 12:28, nazywanie kogoś "durniem", nawet jeśli pisze rzeczy głupie, mimo wszystko nie przystoi.

      Usuń
    23. To ja anonim z 12: 28. Kajam się i zrzucam moje nieprzystojne zachowanie na te upały.

      Usuń
    24. Szanowni Panstwo, to jest dyskusja nie o roznych koncepcjach uprawiania nauki, tylko o pieniadzach. I tu porozumienia osiagnac sie nie da. W polskich chorym systemie, pierwsi pojawili sie wieloetatowcy. Zarowno zwolennicy PO i PiS-u, byli glusi na wszelkie argumenty, ze tak srodowisko funkcjonowac nie moze. Kilka tysiecy PLN miesiecznie, to zbyt duzo, zeby rezygnowac z kasy dla jakichs tam szczytnych celow. Drugi etat mial przykladowo i obecny Prezydenr RP i jego ojcie, co mozna sprawdzic np. w Wikipedii. A potem przyszli wielograntowcy, przy cichym wsparciu owczesnego kierownictwa NCN. Ja znam takie dyskusje w real-u. Jesli na horyzoncie sa przyzwoite pieniadze do wziecia, to licza sie tylko one. Zadne tam myslenie logiczne, czy system wartosci uniwersalnych.
      (chyba)integent (umiarkowany zwolennik PiS-u i obecnego Prezydenta RP)

      Usuń
    25. komentarz poprawiony:

      Szanowni Panstwo, to jest dyskusja nie o roznych koncepcjach uprawiania nauki, tylko o pieniadzach. I tu porozumienia osiagnac sie nie da. W polskim, chorym systemie, pierwsi pojawili sie wieloetatowcy. Zarowno zwolennicy PO i PiS-u byli glusi na wszelkie argumenty, ze tak srodowisko funkcjonowac nie moze. Kilka tysiecy PLN miesiecznie, to zbyt duzo, zeby rezygnowac z kasy dla jakichs tam szczytnych celow. Drugi etat mial przykladowo i obecny Prezydent RP i jego ojciec, co mozna sprawdzic np. w Wikipedii. A potem przyszli wielograntowcy, przy cichym wsparciu owczesnego kierownictwa NCN. Ja znam takie dyskusje w real-u. Jesli na horyzoncie sa przyzwoite pieniadze do wziecia, to licza sie tylko one. Zadne tam myslenie logiczne, czy system wartosci uniwersalnych.
      (chyba)inteligent (umiarkowany zwolennik PiS-u i obecnego Prezydenta RP)

      Usuń
    26. System parametryczny w polskich warunkach sprawdził się doskonale. Osobiście żałuję, że jest nieszczelny, ale i tak spowodował, że przynajmniej część osób zaczęła po prostu pracować. Gdyby nie ocena parametryczna, do dzisiaj mielibyśmy korporacje kolesi tworzących dziwne układy socjalne typu altruizmu odwzajemnionego lub uprawiających uczelniany inbreeding. Za długo na tym świecie żyję, mam jeszcze w pamięci poprzedni ustrój i takie narzekanie jak powyżej, jest po prostu oznaką, że impakt faktory, indeksy H - działają jak należy.

      Usuń
    27. do An. 14:53
      Nie do konca sie ten system parametryczny sprawdzil, gdyz wygenerowal wielograntowosc i oddalil Polske od grantow UE, gdzie trzeba pokazac jakies sensowne koncepcje, a nie tylko punkty. Ale zbyt proste rozwiazania zazwyczaj sie nie sprawdzaja.

      Usuń
    28. Korporacje kolesi tworzących dziwne układy socjalne typu altruizmu odwzajemnionego lub uprawiających uczelniany inbreeding istnieją również obecnie, tylko dostosowały się do systemu. Ja patrzę na wskaźniki światowe, również i na te oparte na IF i i-H, i nie widzę aby Polska nauka zmieniła swoją pozycję (tak sobie między tym 27-30 miejscem od lat stoi). Owszem system zmusił część osób do większej pracy, ale liczy się Czerwona Królowa i ona pokazuje, że nowy system nie zwiększył efektywności na tle innych nacji. Tamci też wdrożyli różne systemy i one u nich też spowodowały wzrost, ale na poziomie naszej dynamiki, więc wszystko stoi w miejscu. Czy to oznacza, że nasz system parametryczny odniósł sukces? Dyskusyjne.

      Usuń
    29. Anonimowy 1 sierpnia 2017 15:16 nie wie, że granty są przyznawane na konretne badania, do których już wcześniej trzeba mieć kosztowne zabawki.

      Anonimowy1 sierpnia 2017 15:24 z kolei uogólnia, a tymczasem np. w fizyce i chemii jesteśmy w okolicach 14 miejsca na świecie, chociaż warunki materialne nadal mamy tragiczne.

      Myślę, że tylko dzięki systemowi parametrycznemu w ogóle pracuje się naukowo. Bez niego kolesiostwo byłoby nie do ruszenia, a tak ludzie przynajmniej muszą wykazać się przebiciem przez recenzje w ogólnoświatowych czasopismach. Oczywiście myślę tutaj o naukach przyrodniczych, bo humaniści nic nie muszą.

      Usuń
    30. An 18:37 nie odpusci. Tak jak napisalem wczesniej, tam gdzie chodzi o kase, tam zazwyczaj nie miejsca na sensowne analizy i dyskusje. Zbyt duzo mozna stracic. Przerabialem to juz pare razy. A poniewaz blog p.Michala jest czytywany przez decydentow, to rozne "dyzurne" postacie musza sie tu pojawiac. Nawet w srodku lata.

      Usuń
    31. Szanowni anonimowi powyżej. Bajeczki opowiadacie, jak to system punktowy spowodował, że lenie zaczęli pracować, a nauka polska pnie sie do przodu. Ja tam należe do spółdzielni 5-osobowej, czyli "grupy przyjaciół". Działamy w dziedzinie mocno eksperymentalnej. Co eksperyment to publikacja. każdy z nas ma swoją specjalność, i w zasadzie odpowiada za swój eksperyment/publikację. Jednak zamiast publikować pięć prac 1-autorskich, publikujemy 5 prac 5-cio autorskich. Kazdy z nas, zamiast 25-40 pkt za jedną pracę dostaje 25 - 40 pkt x 5 za 5 prac, czyli 125 - 200 pkt. Wszyscy mamy habilitacje i dalej punktujemy. Bardzo chwalimy system puntozy, gdyż zwalnia on nas od wysiłku poszukiwań nowych idei, nie musimy starać się o rózne Horyzonty, JCR-y itp. Wystarczy NCN, gdzie znamy potencjalnych recenzentów jak łyse konie (i odwrotnie). I tak to sie kręci. Do robienia punktów nieroby!

      Usuń
    32. Nie no, nie mogę powstrzymać się od śmiechu, kiedy czytam te wypociny Anonimów narzekających na system punktowy oraz impakt factory. Do roboty nieroby jedne!

      Usuń
    33. Do 00:42. "Nie no, nie mogę powstrzymać się" od porównania z "zakutym łbem". Nie twierdzę, że punkty są bez sensu (są takie głosy), tylko, że mozna nimi manipulowac (jak w powyższym przykładzie) i przyznawane są nie za działalność naukową wnoszącą wartości zmieniające rzeczywistość, tylko za kombinowanie. Zniechecaja też do konkurencji o projekty i wdrożenia. Nadęci punktowcy z układami z recenzentami nie zmieniaja wskaźników pozycji polskiej nauki, innowacyjnosci, czy stopnia wykorzystania grantów Horyzont, czy JCR (tam jest tragicznie). Powyzszy (uproszczony oczywiscie) przykład z życia pokazuje mechanizm degrengolady nauki korzystajacej z nieprzemyslanej punktozy. I tyle. Cóż, nocna pora twojego postu wskazuje na szczególne dla tej pory "zatwardzenie" intelektualne. To jakaś nowa tradycja?

      Usuń
    34. A bez punktów manipulacja jest trudniejsza? Widzę, że przeciwnicy punktów to zwykli naciągacze, nie interesuje ich nauka, tylko żeby było przyjemnie, bezstresowo, ale oczywiście, żeby kasa szła na te wszystkie dyrdymały publikowane w "prestiżowych", najlepiej polskich, tytułach. A w grantach JCR nie mamy sukcesów, bo niestety uczelnie są wypełnione nierobami, intelektualnymi próchnami, które stanowią gęstą maź, w której normalny, ambitny człowiek musi na co dzień się poruszać. Bredzicie coś o innowacji, przełomowych odkryciach, a u nas na wydziale (ponoć wcale nie najgorszym) ok. 50% osób nie umie napisać pracy naukowej, a liczyć cokolwiek to może potrafi 10-20%. Reszta tylko łazi za człowiekiem, żeby im pomóc. I co, to mają być Ci nieodkryci geniusze?? To ma być zaplecze innowacji?. Przecież to największe naukowe zakały, ale jednocześnie najgłośniej krzyczą, że system punktowy jest zły i szkodliwy. Wiecie co, Anonimowi przeciwnicy punktów i ocen, zgodnie z tym co napisał Anonim 0:42, weźcie się Wy jednak do jakiejś roboty, bo błazenady to mamy aż za dość, choćby w parlamencie.

      Usuń
    35. Do 9:42. Ta Pana (i moja) frustracja jest własnie spowodowana utrzymywaniem się idiotycznego systemu punktowego, który opisałem wyżej. Jeszcze raz powtarzam, nie jestem przeciwnikiem punktów, ale aktualnie obowiązujacego systemu punktacji , dzieki któremu mamy sytuacje taką jak Pan opisał. Niech Pan sprawdzi ile punktów ma te 50%, co nie umie napisać pracy naukowej. Oni się "biora do roboty" piszac rozdziały w monografiach, zeszytach lokalnych itp. bądź wchodząc w układy z "umiejącymi pisać". Lekarstwem na takich jest zmiana systemu punktowego, który premiowałby autentyczną twórczość naukową, a nie kombinowanie, przyczynkarstwo i wyrobnictwo, jak w przykładzie z eksperymentami. Te 50% nieudaczników nie weźmie sie do roboty, o której Pan, czy ja myślimy. Ich trzeba sie pozbyc w oparciu o lepiej przemyslany system punktowy. Czy to jest dla Pana i innych punktozowych "zakutych łbów" zrozumiałe?

      Usuń
    36. Ja nie wiem, gdzie Ty pracujesz, ale proponuję szybko to zmienić... Wiadomo, że sami geniusze na polskich uczelniach nie pracują, ale serio, 50% nie potrafi napisać pracy naukowej? To u mnie jednak trochę lepiej. Ale sądząc z Twojego języka, to nie oni wszyscy są debilami, tylko Ty masz wybujałe ego i nadmierne mniemanie o sobie.

      Punkty nie są złe, ale też nie są wybawieniem. Liczba kombinacji się nie zmieniła, pozycja nauki polskiej w skali świata też się zmienić nie chce, może poza kilkoma dziedzinami. Czasami tylko łatwiej naprawdę patologicznego lenia wywalić. U mnie nie ma większej dyskusji, gdzie publikować. Ma być lista A, jak najwyższy IF. To oczywiste. Ale wcale nie oznacza to, że punkty znacząco naprawiły polską naukę.

      Jeśli chodzi o JCR, cóż. Niedobór naukowców z prawdziwego zdarzenia to jedno. Praktyki publikacyjne, które utrudniają otrzymanie grantu JCR (np. dopisywanie się szefów), to drugie. Patologicznie niesprawna administracja, która zamiast pomagać, będzie piętrzyć trudności, to trzecie. Nie oszukujmy się, na polskiej uczelni nawet grant NCN potrafi nieźle nerwy nadszarpnąć. Co dopiero JCR, gdzie wszystko po angielsku (a Pani Krysia po angielsku nie za bardzo), gdzie budżet większy, gdzie wymagania administracyjne duże (nie da się; Pani Krysia nigdy tego nie robiła, więc nie zrobi, bo przecież nie będzie się uczyć).

      Usuń
    37. Do 10:09. O 50% pisał inny anonimowy, ja to tylko cytowałem. Oczywiście, mam "wybujałe ego i nadmierne mniemanie o sobie". Jak brak merytorycznych argumentów to pozostają wycieczki osobiste (w ciemno) i ...nieśmiertelna "Pani Krysia", na której spoczywa pomyślność Polskiej Nauki. Odnosząc się nieco do ostatnich wydarzeń, to powiem tak. Cała nadzieja w młodych.

      Usuń
    38. Do 10:52. Wiem, nie do Ciebie kierowałem posta z 10:09, tylko właśnie do Anonimowego z 09:42. W tak zwanym "międzyczasie" zdążyłeś napisać swój komentarz, ale jest chyba jasne, że nie do niego się odnoszę. Ach, te upały :D Swoją drogą system wielu anonimów nie ułatwia rozmowy.

      Usuń
    39. Czytam ten blog od czasu do czasu i zauważyłem pewną prawidłowość. Jak pojawia się jakiś wpis krytyczny wobec systemu punktowego, ale wyważony i podający konkretne przykłady wynaturzania się tego systemu i, nie daj Boże, jakieś przykłady innych rozsądnych rozwiązań z różnych krajów, to natychmiast budzą się hejterzy piszący bluzgi i obrażające teksty na temat autora wpisu. Zrobiłem prowokację i kilku moich kolegów (bardzo dobrze stojących w rankingu punktowym mojego wydziału) zgodziło się na napisanie kilku wpisów krytykujących system punktowy, zgodnie zresztą z ich poglądami na ten temat (choć są beneficjentami systemu). Hejterzy natychmiast się obudzili. Chyba jednak wpis jednego z dyskutantów, że jakieś grono beneficjentów obecnego systemu dba, aby na blogu nie było rzeczowej dyskusji na temat patologii systemu punktowego i natychmiast uruchamia wpisy osobiste. Porównuję ten blog z blogiem E. Kulczyckiego i tam jakość dyskusji merytorycznej jest niebotyczna w porównaniu z blogiem M. Żmihorskiego. Może dlatego, że wpisując wypowiedź trzeba tam podać adres w-mailowy (choć nie jest on widoczny na stronie blogu). Ja bym też napisał, że cała nadzieja w młodych, ale i mądrych, tylko jakoś niewielu można obecnie wybrać z braci studenckiej, którzy by spełniali ten drugi warunek. Jak na moim wydziale doszła do głosu grupa młodych profesorów, to pierwsze co zrobili to tak podnieśli progi awansów, żeby tym młodym uniemożliwić szybkie awanse. Co ciekawe, z tej grupy tylko jedna osoba miała dorobek, który by pozwolił na bezbolesne przejście progów. Nie muszę dodawać, że ta grupa to bezwzględni wyznawcy punktozy z dziedzin biologii, gdzie każda praca ma 5-10 autorów. Ostatnio jeden z doktorantów tej grupy wystąpił o obronę rozprawy na podstawie dwóch opublikowanych prac w dobrze punktowanym czasopiśmie, każda praca 6 autorów, ale co ciekawe w żadnej doktorant nie był autorem korespondencyjnym. Bulwersujące było natomiast, że po dwóch współautorów z grupy profesorskiej napisało w oświadczeniach, że ich udział w pracy wynosił po 1% (słownie jeden procent). Moja uczelnia należy do tych jedynych czterech, które znalazły się na amerykańskiej liście najlepszych uniwersytetów świata wg. US News & World Report (https://www.mbaportal.pl/pl-PL/blog/blog/post/rankingi/ranking-najlepszych-uczelni-na-swiecie---us-news-2016). I ja mam pokładać nadzieje w takich młodych korumpowanych przez obecne elity punktowe. Wniosek o dopuszczenie do rozprawy oczywiście przeszedł.

      Usuń
    40. anonimowy 2 sierpnia 2017 11:28

      Podejrzewam, że ten 1% autorstwa potrzebny jest tym profesorom (belwederskim czy podwórkowym?) do tworzenia "portfolio" do wniosków grantowych. Proszę się spytać swoich kolegów "dobrze stojących w rankingu punktowym wydziału", jak by ich zapatrywania na taktykę uprawiania nauki zmieniły się, gdyby NCN zaczął dzielić wskaźniki tych najlepszych 10 prac, które się zgłasza we wnioskach grantowych, przez liczbę autorów. Mam jeszcze jedno pytanie kontrolne: ile wniosków Preludium (doktoranci), które dostało finansowanie, zostało napisane wyłącznie przez doktorantów, a w ilu przypadkach działała tam niewidzialna ręka promotora (bezpośrednio lub pośrednio, np. poprzez udostępnienie własnego wniosku odrzuconego gdzie indziej, np. w Opusie).


      U mnie nikomu do głowy by nie przyszło w jakichkolwiek wnioskach o otwarcie doktoratu podawać procentów. Z kolei mnie bardziej od tego 1% bulwersuje to, że w doktoracie-"zszywce", który właśnie recenzuję, w oświadczeniach o wkładzie do prac wchodzących w zszywkę doktorant nigdy nie jest wymieniony jako autor koncepcji jakiejkolwiek z 6 prac włączonych do "zszywki". Ale to jest doktorat "z prowincji" i oni jeszcze mają serce na dłoni, nie załapali, na czym ta gra polega.

      Usuń
    41. "U mnie nikomu do głowy by nie przyszło w jakichkolwiek wnioskach o otwarcie doktoratu podawać procentów"

      Ale to jest wymóg na moim wydziale, uchwalony wcześniej przez RW, więc kandydat musiał takie oświadczenia wszystkich współautorów dostarczyć. Ale jak widać po głosowaniu na komisji większości ten 1% nie przeszkadzał. Potem do rankingu wydziałowego każdy i tak zgarnął pełną pulę punktów (u nas do 10 autorów każdy bierze całą pulę, powyżej dzieli się już 70-50-30% w zależności od liczby autorów). To sprzyja, żeby się dopisywać do wszystkich niesamodzielnych i doktorantów i w ten sposób poprawiać miejsce na liście rankingowej. Ale wszystko lege artis, system sprzyja takim zachowaniom.

      Usuń
    42. An 11:28 pisze sluszne rzeczy, ale chyba niepotrzebnie wpada w pesymizm. Nie ma skuteczniejszego srodka naprawczego niz naglasnianie roznych patologii. A zlodzieje boja sie podobno przede wszystkim rozpoznania, gdyz to mocno ogranicza im teren dzialania, Czyli, zadne tam algorytmy itp. (kazdy sztywny system jest do obejscia), tylko obserwacje tego co sie dzieje plus wyrazanie opinii sa, wg mnie, najskuteczniejszym srodkiem w przywaracaniu normalnosci. Inna sprawa, ze wiele osob wciaz nie potrafi uwierzyc, ze w rzeczywistosci ci sami ludzie potrafia zachowywac sie czasem bardzo szlachetnie, a czassm byc zwyklymi "swiniami". Panuje takie przekonanie, ze jak ktos jest autorytetem to jest taka postacia absolutnie krystaliczna. W praktyce bywa jednak inaczej. Np. Albert Einstein podobno "bijal" pierwsza zone Mileve (i podobno usprawiedliwieniem bylo to, ze tylko wtedy, gdy na to zasluzyla). Dalej, firma niejakiego Thomasa Edisona usmiercila byla pradem slonice i nagrala to wydarzenie na filmie rozprowadzanym w celach komercyjnych. Itd, itd. Czyli, ludzie maja po prostu podwojna nature i ciagle trzeba im patrzyc na rece (szczegolnie tym wielkim autorytetom). No, a dlaczego na tym blogu tak duzo jest wpisow niemerytorycznych? Otoz to jest blog biologa i w tle sa duze pieniadze na ten obszar nauki (w porownaniu do pieniedzy przejadanych np. przez humanistow). A tam gdzie sa duze pieniadze tam jednak nikt nikomu grzecznosci nie robi - jak trzeba to lokcie ida w ruch. P.S. Na razie byla dyskusja o systemie punktowym, prawdopodobnie wkrotce bedzie dyskusja o extra emeryturach dla prof. belewderskich. Podejrzewam, ze wowczas tez pojawia sie tutaj "spontanicznie" obroncy takiej dziwacznej koncepcji.

      (chyba) inteligent (umiarkowany zwolennik PiS-u)

      Usuń
    43. Ale wszystko o czym napisał Anonimowy 2 sierpnia 2017 11:28 nie ma nic wspólnego z punktozą. Czy Państwo rozmawialiście z ludźmi, którzy na stałe pracują poza Polską? Na zachodzie wszyscy szefowie się wszędzie dopisują. Tak się robi te wybitne wskaźniki i osiągnięcia starszych profesorów, światowych sław. Najpierw oni robili na kogoś, a teraz na nich robi armia zdolnych ludzi. Dziesiątki prac rocznie przychodzą wtedy prawie za darmo. Rozumiem, że istnieje możliwość tworzenia spółdzielni punktowych, ale takie praktyki w nauce są standardem i nie znikną po zaniechaniu punktowania publikacji. Dalej będzie się liczył dorobek. Dalej byłoby dopisywane dokładnie tyle samo ludzi, do tylu samych prac, tylko określenie jakości tych publikacji stałoby się dużo trudniejszym tematem. Jak wtedy byłyby oceniane prace w krajowych czasopismach? Wrócimy do sytuacji, gdy "wybitni profesorowie z wielkim dorobkiem" są nie do odnalezienia w scopusie. Ta dyskusja zaczęła się właśnie od tego problemu na przykładzie ministra Szyszki.

      Co do samej punktozy - lepsze publikacje nie konkurują w żaden sposób z gorszymi publikacjami robionymi na ilość. Po to właśnie jest system punktowy. 3 prace po 10 punktów nie oznaczają wcale 30 punktów przy ocenie dorobku jednostki naukowej, tym bardziej naukowca. Punkty umożliwiają jedynie porównywanie publikacji pomiędzy sobą. A że jednostki naukowe nie są w stanie publikować na normalnym poziomie i wypełniają swoje listy śmieciami, to inny temat. Tak samo innym tematem jest fakt, że ludzie wolą publikować niżej, ale za to więcej.

      Obawiam się, że wszyscy przeciwnicy punktowania publikacji tęsknią za systemem, w którym robiło się doktorat i miało się już spokojne życie do emerytury. Jak się miało dobry humor, to się publikowało. Jak się nie miało - nie było problemu.

      Nie ma już odwrotu przed naukometrią.

      Usuń
    44. Kol. z 17:45
      Jeżeli dla ciebie spółdzielnia punktowa to standard, a dopisywanie się profesury do prac każdego młodego badacza to normalka (w podanym przykładzie nie tylko szef dopisał swoje 1%, ale i drugi prof. z katedry) to oznacza, że stopień etycznej deprawacji młodzieży spowodowany punktozą osiągnął już dno i chyba nie warto dalej dyskutować. Poza tym nie jest prawdą, że w innych krajach takie praktyki nie są naganne. Mam tę przyjemność, że pracuję z osobą, która sporo lat pracowała w bardzo dobrych ośrodkach w USA, Japonii i Niemczech i tam to dopisywanie nie jest tak nachalne i powszechne jak u nas. Wszystko zależy od projektu jaki realizujesz. Jeżeli jest to projekt z grantu jednostki (to taka forma statutowych, powszechna w USA i Niemczech) to kierownik jednostki jest zawsze na końcu listy autorów. Jeżeli projekt jest z grantu osobistego, to kierownika się nie tylko nie dopisuje, ale naciski na dopisanie są uważane za nieetyczne. Nie przypadkiem w wielu czasopismach istnieją klauzule, które się podpisuje, że wszyscy autorzy są wykonawcami pracy,m a nie tylko 1% figurantami. Te punkty za dopisywanie to nie tylko kwestia budowania portfolio, bo w naszych warunkach to są też pieniądze do podziału w przypadku badań statutowych. Młody pracownik, nie mający granta, traci połowę lub więcej kwoty z podziału na rzecz profesury, która się dopisała. Na moim wydziale nie ma problemu z pracami za 10 punktów, bo podział statutowych jest tylko za prace od 25 punktów (tylko takie weszły do 3n) więc chodzi o prace wyłącznie z dobrych czasopism. Pal licho, gdy dotyczy to jednostek laboratoryjnych, gdzie wiele prac rzeczywiście powstaje zbiorowo, ale w dziedzinach bardziej indywidualnych to jest to już płacenie haraczu.

      Usuń
    45. Do 17:45. Jak widzę trudna sprawa z przekonaniem, ze naukometria to dopiera pewnien podstawowy poziom funkcjonowania w nauce (wcześniej napisałem, że to taka ocena 3.0, czyli dostateczna). Podałem przykład jak wyrobnicy nauki wyrabiają 5 razy tyle punktów, ile wynika z ich wysiłku. Cóż, punktolubni dyskutanci przekonali mnie o tym, że są własnie wyrobnikami, w dodatku kiepsko opłacanymi. Opowiadanie o grantach Horyzontu, a zwłaszcza ERC (European Research Council), to dla nich science fiction. Np. nie odróżniają ERC od JCR! To była moja prowokacja. Jedyne co potrafią, to trollowanie punktozą podczas, gdy od przynajmniej 10 lat system oceny punktowej jest w Polsce realizowany i jednostki, które publikują śmieci znikają albo utrzymują się tylko z dydaktyki. Wyrobnicy punktowi kombinatorzy nie rozumieją, że prawdziwa nauka zaczyna się od zdobycia miedzynarodowego grantu, wdrożenia jego rezultatów i publikacji z jego wyników w czasopismie z QI dla danej dziedziny. Wyrobnicy punktowi będą utrzymywać, że naukometria to szczyt osiagnięć Polskiej Nauki, bo tak jest po prostu wygodnie. Podczas, gdy nauka chociażby europejska ucieka w szybkim tempie (wskaźniki innowacyjnosci, absorpcja grantów UE sa odporne na wskaźniki naukometryczne oparte na wyrobnictwie i kombinowaniu). A zatem, do roboty ciułacze punktowi!

      Usuń
    46. Zgadzam sie z An 20:34 z wyjatkiem nastepujacego zdania "Cóż, punktolubni dyskutanci przekonali mnie o tym, że są własnie wyrobnikami, w dodatku kiepsko opłacanymi." Otoz niestety niektorzy sa bardzo dobrze oplacani. Gdyz caly system grantowy w PL poszedl w tym kierunku, ze mozna swietnie funkcjonowac bez grantow ERC, wdrozen itp. Jakis czas temu byla tu nawet dyskutowana sprawa osoby, ktory drugi raz dostala wielominionowy grant TEAM z FNP. Czyli tutaj jest wlasnie problem: stworzono efektywnie system, ktory umozliwia bardzo dostatnie zycie wylacznie w oparciu o grantowe fundusze krajowe. I to jest nowa patologia systemowa.

      Usuń
    47. Do Anonima 20:34: Jako jedyny złapałem się na Twoją "prowokację" z JCR, a nie broniłem zbytnio systemu punktującego :D Ot, zwykłe bezmyślne przepisanie tego, co napisałeś. O tyle zabawne, że nie tak dawno temu byłem na stażu, opłacanym w pełni z projektu ERC naszych współpracowników z jednego z krajów zachodnich... I z całą pewnością nie kwalifikuję się jako "punktolubny dyskutant", jako że sam siedzę w średnio punktowanej niszy. Q1 dla swojej dziedziny (chyba?) jeszcze nie mam, Q2 jest z całą pewnością - szczerze mówiąc, nigdy szczególnie się nie przyglądałem. Bez grantu międzynarodowego, ani nawet grantu NCN. Takie życie. Tak więc propozycja: uważaj, w kogo bijesz, bo cios wyprowadzony w niewłaściwego dyskutanta mocno podkopuje Twoją (niewątpliwie w wielu punktach słuszną) argumentację.

      Usuń
  17. Powinno się na siłę chronić takich miejsc. Za wszelką cenę! Dobro natury ponad wszystko! Co z tego że mamy teraz wiele możliwości, jak kolektory słoneczne, elektrownie wiatrowe itp skoro naturalnych miejsc jest i będzie coraz mniej :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Błąd logiczny jest taki, że Kaczyński nie cofa się nigdy. Oznacza to, że nic się nie zmieni w zakresie personaliów. Co prawda TS w Luksemburgu zakazał dalszych wycinek, więc prawdopodobnie wycinki ustaną. Byłby to wariant #1 ale nie pod wpływem argumentów merytorycznych, tylko grożących Polsce kar finansowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, zostawmy jałowe dyskusje o naukometrii (powyżej) i wróćmy do meritum. Wygląda na to, że wprawdzie TS zakazał wycinek, ale Szyszko nie zamierza ich zatrzymywać. Bo przecież żadnych wycinek nie ma, to jedynie "działania ochronne". Poziom arogancji tej władzy staje się już nie irytujący, ale wręcz szalony. Co teraz? Kary, zapewne, ale efektu brak.

      Usuń
    2. Przeciez to bylo do przewidzenia. Dopoki miejscowi popieraja wycinke nic sie nie zmieni. Ludzia (czy jak kto woli, malpy bez owlosienia) sa czescia systemow biologicznych i nie mozna forsowac rozwiazan kompletnie nie liczac sie z ich zdaniem.

      Usuń
    3. Ale miejscowi już wcale tak jednoznacznie i jednorodnie wycinki nie popierają, bo zauważyli, że pieniądz jest w turystyce, a ta wycinki nie lubi. Nie tu leży problem.

      Usuń
    4. "Nie tu leży problem." To nie tyle ocena stanu faktycznego, co proba zaklinania rzeczywistosci. Ze Puszcze da sie przejac od miejscowych bez dodatkowych kosztow, a jedynie poprzez zmiany o charakterze prawnym. Oczywiscie czesc miejscowych widzi szanse w turystyce i juz prowadzi taka dzialalnosc, inni pewnie by sie chcialiby w to wejsc, ale do tego potrzebne sa im wlasnie pieniadze, aby sie przekwalifikowac. Pewnie potrzebna jest tez nowa koncepcja dla calego terenu. To wszystko to tez koszty. A jak sie robi dlugo problemy to i utargowac mozna wyzsza cena. A na dzien dzisiejszy to wyglada tak, ze goscie z W-wy chca przejac Puszcze na tzw. krzywego ryja (powiedzenie stosowane kiedys wsrod studentow, gdy ktos sie chcial przylaczyc do flaszki, tak zupelnie bez kasy).

      Usuń
    5. Tu masz rację. Górnicy, jak się wkurzą, to przyjadą do Warszawy i zrobią zadymę. W związku z tym, gdy potrzebne były pieniądze na przekwalifikowanie, to się znalazły, i to duże. W przypadku PB już tak pięknie nie jest, bo państwo od zawsze chciało utrzymać parki narodowe minimalnym kosztem. Utrzymuję jednak, że to nie postawa lokalnych mieszkańców jest problemem obecnie. Przecież oni, poza leśnikami, żadnego profitu z tego nie mają.

      Usuń
  19. Moja wcześniejsza wypowiedź z 17:45 miała na celu podkreślenie, że to nie punkty są winne i że na całym świecie robi się takie rzeczy. Powody są różne i często całkiem logiczne. Ale jak ktoś wyżej zauważył, zawsze znajdą się tacy, co są cwani i żaden system im nie będzie przeszkadzał. Myślę, że problemem jest ogólnie rozumiana etyka, a nie sam system punktowy.

    Wyrobnicy robiący na ilość słabe publikacje mają rację bytu tylko w słabych jednostkach i słabych dziedzinach. Ostatecznie liczy się suma punktów z listy najlepszych publikacji danej jednostki (3N prac z ostanich 4 lat, gdzie N to liczba pracowników naukowych). Ja pracuję w dziedzinie gdzie ostatnim poziomem odcięcia było 35 punktów. Najwyraźniej mamy najlepszych wyrobników.

    Co do grantow ERC, wdrożeń itp. - to są równie trafione argumenty jak pytania, dlaczego polskie kluby piłkarskie nie grają regularne w Lidze Mistrzów. Na dzień dzisiejszy, to są trochę nierealne oczekiwania. Może Anonimowy z 2 sierpnia 2017 20:34 nieskromnie wspomni, ile on tych grantów z ERC już miał i ile setek milionów zarobił dla podatników na wdrożeniach...


    Jestem przekonany, że jak ktoś robi dobrą naukę i dużo pracuje, to mu punkty nie szkodzą. Brak jakiejkowiek oceny punktowej rodzi zawsze pewnego rodzaju korupcję. Najlepiej to widać po tych wszystkich komisjach, gdzie przechodzą dziwne habilitacje itp. Wtedy przez chwilę przestają się liczyć punkty i jak to się kończy, to wszyscy wiemy.

    Poza tym wszyscy twierdzą, że "punktoza taka a siaka", ale jak niedawno była próba zmian - całe środowisko stanęło w obronie aktualnego systemu. Była propozycja, żeby dzielić punkty na autorów i spółdzielnie przestałyby się opłacać. W mojej jednostce tak się częściowo ocenia pracowników i powoduje to lekko niezdrową niechęć do współpracy, ale ostatecznie wydaje się uczciwe. Chociaż w aktualnym systemie oceny jednostek naukowych jest to strzał w stopę.

    System oceny jednostek naukowych dałoby się mocno poprawić, tylko coś chętnych nie widać. Nie wyobrażam sobie natomiast, żeby takiego systemu nie było wcale.

    Anonimowy 2 sierpnia 2017 17:45

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy z 2 sierpnia 2017 20:34 do Anonima 22:00. Jeżeli w jednostce są publikacje 3N > 35 pkt, to fantastycznie. To może z kolegami trzeba zrobić krok naprzód i powalczyc o prestizowe granty, wdrożenia? To własnie do takich 'punktowców" adresuję te uwagi. Szereg lat spędziłem w róznych brukselskich panelach i zapewniam, że zawalczenie o granty Horyzontu, czy ERC, a dla młodych Maria Curie lezy w mozliwosciach polskich jednostek. Trzeba tylko chcieć, a nie znajdowac wytłumaczenia w postaci Ligi Mistrzów, czy "Pani Krysi". Polska ma ogromny deficyt w bilansie programów ramowych i startowanie o te granty to wręcz obowiązek. Legia gra na poziomie 15 punktów, a nie 35, wiec porównanie "od czapy". Dorobek mam OK. A co to ma wspólnego z dyskusją, oprócz personalnej wycieczki? Pozdrawiam.

      Usuń
    2. My właśnie wychodzimy z UE ,więc "od czapy" jest staranie się o granty europejskie...może raczej o granty Rosyjskiej Akademii Nauk...

      Usuń
    3. Nie no, dajcie spokoj. Nigdzie ne wychodzimy. Natomiast obecna ekipa prowadzi ostry spor z Niemcami i Francja, moze troche za ostry, ale tamci tez sa "dobrzy". Natomiast z grantami ERC itp., to na dzien dzisiejszy, one sie dobrym polskim jednostkam zwyczajnie "nie oplacaja" (za duzo wysilku w stosunku do grantow krajowych). Mam takie podejrzenia, ze np. Maestro i granty dla mlodych utworzono glownie po to, aby nie trzeba bylo jezdzic do Belgii. W tej sytuacji przekonywanie ludzi, ze "powinni" aplikowac do Brukseli nic nie da. Aby rozwiazac ten problem trzeba inaczej ustawic priorytety w ocenie jednostek i zmienic reguly dla krajowych grantow. Ale na razie jest ogromny opor osob punktolubnych. Ludzie w ogolnosci sa cwani: jesli to tylko mozliwe, to kochaja robic mniej i dostawac wiecej.

      Usuń
    4. Nie prawda, Misiewicz duuuużo robił a dostał tylko jednego coina...patriota...i tacy są również wśród nas...

      Usuń
    5. ... w tych anonimowych dyskusjach ciężko się połapać, kto jest kim i dlaczego ma dane zdanie. Takie poglądy na temat grantów ERC ma większość środowiska, ale w 99.999% tylko na gadaniu się kończy. Stąd taka uszczypliwa uwaga z mojej strony. W takim razie "odszczekuję" personalne wycieczki i zgadzam się, że punktoza to poziom podstawowy, z którego najlepsi powinni starać się wspinać wyżej i najwyraźniej nie chce im się tego robić. Jednak ten poziom podstawowy nadal jest dużym problemem dla sporej części środowiska naukowego. Dlatego bronię dzielnie samej koncepcji punktowania.

      Ten wątek powinien się zacząć od "Szereg lat spędziłem w róznych brukselskich panelach i zapewniam, że zawalczenie o granty Horyzontu, czy ERC, a dla młodych Maria Curie lezy w mozliwosciach polskich jednostek." Problem jest systemowy, mało kto nawet orientuje się, że są takie granty. Ministerstwo nie naciska, bo już sama punktoza jest dyskusyjna. Dlatego lista polskich laureatów jest bardzo krótka i większość "naszych" projektów jest aktualnie realizowana poza Polską. Biorąc pod uwagę, że Grecja i Portugalia mają tych grantów wielokrotnie więcej - jest gorzej niż tragicznie. My ze względu na liczbę mieszkańców powinniśmy aspirować do poziomu Hiszpani. Z tym się chyba każdy zgodzi.

      Nie ma w tej chwili ani kija, ani marchewki. Trzeba by było przystopować z dużymi grantami krajowymi i pogodzić się z tym, że dziedziny, które nie są promowane przez ERC, nie będą dofinansowywane. A to już nie jest popularny pogląd.

      Anonimowy 2 sierpnia 2017 22:00

      Usuń
    6. Trochę się koledzy zagalopowaliście. Grant jest narzędziem do realizacji celu, a nie celem samym w sobie. W waszych wypowiedziach raczej widać tą drugą opcję. Może Grecja ma więcej grantów europejskich, ale poziom jej nauki jest daleko za Polską. Akurat współpracuję z jednym z centralnych ośrodków biologicznych w Atenach i jest to droga przez mękę. Ich podejście do nauki jest takie: gdzieby tu nachapać kasy, potem znaleźć jelenia w innym kraju, który wykona za nas czarną robotę i w końcu opublikujemy coś w wysoko impaktowalnym czasopiśmie. Ich poziom metodyczny, teoretyczny i podejście do pracy laboratoryjnej poniżej krytyki. Dawno bym zerwał tę współpracę ale, niestety, bez ich pośrednictwa byłbym odcięty od dużych materiałów z Bałkanów. Ale smykałkę do zdobywania kasy mają, przyznaję. Z naszymi grantami, ale i grantami europejskimi, jest tak, że projekty muszą być na maksa. Decydentom trudno jest uwierzyć, że można dobrą naukę zrobić za nieco więcej niż dotacja statutowa, ale niekoniecznie potrzebne są granty idące w setki tysięcy czy miliony. KBN swojego czasu był bardziej elastyczny w tej mierze. Pisałem już na tym blogu, że na moim wydziale jak ktoś dostanie granta to obnosi się z tym jak, za przeproszeniem, mandryl z fioletowymi jajami (oto jestem samiec alfa). A potem jest zwykle obniżka produktywności, bo rzekomo obsługa grantu zabiera masę czasu. Obserwuję jednak tych kolegów i widzę, że mają dużo czasu na marketing osobowy i starają się przede wszystkim maksymalnie wyciągnąć z faktu, że są grantobiorcami, a nie rwą się do pracy tylko chętnie korzystają z niewolniczej pracy doktorantów, co skutkuje dużą rotacją tych młodych, bo oni by chcieli być czymś więcej niż tylko robolami. A niektórzy z tych młodych przychodzą do mnie abym im wytłumaczył jaki jest sens tego co robią, bo promotor nie ma czasu wyjaśniać skomplikowanego sensu celowości ich badań. Granty są bardzo ważne, ale sukces w ich zdobyciu nie przekracza 15%, więc gro nauki jest jednak uprawiane poza grantami i patologie, o których toczy się dyskusja powyżej dotyczy raczej tej działalności poza grantowej. Chociaż na tym blogu były też gorące dyskusje na temat systemu grantowego.

      Usuń
    7. I tu trudno się nie zgodzić: granty krajowe są na tyle intratne, że nie ma sensu sięgać po europejskie. Tym bardziej, że typowy polski naukowiec jest wygłodniały, na pensji kasjerki w Biedronce, więc ciągnie tam, gdzie jest szansa na jakieś sadełko. To sadełko w polskich projektach jest znacznie większe i dużo bardziej łatwostrawne niż sadełko unijne.

      Usuń
  20. @ anonim z g. 11:27.,

    Zapewne znajdziemy się poza Unią Europejską, co jest zrozumiałe w świetle bieżących wydarzeń politycznych, ale dlaczego Rosyjska Akademia Nauk ma przyznawać polskim instytucjom naukowym granty? Przecież RAN to czołowa instytucja naukowa globu vide ranking SIR z 2017 r.Sami sobie organizujmy, sponsorujmy granty.Jeżeli nas będzie na nie w ogóle stać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wyjaśniam, Putin wspierając bratni rząd z Warszawa "poprosi" RAN o pomoc dla bratnich naukowców...przecież to już było...nie pamiętacie?

      Usuń
    2. @ anonim z g.10:28.,

      Nie mam nic przeciwko współpracy naukowo - badawczej z RAN.Polexit winien nastąpić w drugiej połowie 2018 r.Także uczmy się języka rosyjskiego moi drodzy.

      Usuń
    3. Za dużo "siedzicie na onecie", zamiast czytać literaturę naukową.

      Usuń
    4. ty durak...

      Usuń
    5. Tak czy inaczej, czasy dyktatu Adama M. mamy wreszcie szczesliwie za soba. Wprawdzie zostalo sie jeszcze taplanie sie blocie na Woodstocku (podobno super przyjemnosc), ale w sumie to niech przegrani tez maja jakies radosci w zyciu.

      Usuń
    6. Wygrani, jak rozumiem, co miesiąc dziesiątego zmierzają do stolicy?

      Usuń
    7. Nie tyle wygrani, co glownodowadzacy. Coz, kazdy ma prawo do pewnych dziwactw. W kazdym razie za odsuniecie Adama M. od wydawania dyrektyw co mi wolno a co nie, ja jestem w stanie wiele JK wybaczyc.

      Usuń
    8. Proszę o przykład dyktatu Adama M.

      "Dyktat (z łacińskiego dictatum – podyktowane), pojęcie w stosunkach międzynarodowych oznaczające narzucenie woli przez państwo silniejsze lub całą społeczność międzynarodową, również pokonanemu w wojnie narzucone są warunki traktatu bez możliwości ich negocjowania. Termin ten najczęściej pojawia się w kontekście traktatu wersalskiego nazywanego dyktatem wersalskim."

      Usuń
    9. A witam szanowna osobe "zk". Spodziewalem sie, ze "zk" w koncu zabierze glos. W polemike z "zk" wdawac sie ne bede, gdyz wysoko cenie umiejetnosci logicznego myslenia u "zk". A ze "zk" uwielbia GW? Kazdy ma jakies slabosci. P.S. Niech bedzie, ze jak ktos mi bardzo natretnie mowi co mam myslec, to ja po prostu wole JK od AM.

      Usuń
    10. Rozumiem jest kanikuła i temperatura > 30. jednak zamiana tego blogu w pojedynek "mordy zdradzieckie" kontra "ciemnogród", naprawdę nieprzystoi.

      Usuń
    11. Trudno powiedziec, ale skoro czesc osob uwaza, ze trzeba codziennie od rana atakowac obecna ekipe, to inni po prostu uwazaja inaczej. I tyle.

      Usuń
    12. Generalnie bolał mnie też dyktat Darwina. Cieszę się, że w końcu można nauczać pluralistycznie. Np. o ekoterroryźmie (wg propozycji ministra Szyszki, lekcje o ekoterrorystach powinny być wprowadzane do programów nauczania biologii w szkołach średnich).

      Usuń
    13. do zk: Cieszy fakt, ze zk umie dostrzegac rozne bledy u innych. Bo ludzi krytycznie myslacych jest malo. Szkoda tylko, ze zk, nie bardzo potrafi/chce dostrzegac bledy GW (a wlascwie to promowanie aroganckich zachowan wobec przecwnikow politycznych). Ale z uwielbieniem tak jest, ze jest zazwyczaj slepe, wiec moge to zrozumiec. P.S. Jak chce cos znalezc u siebie na komputerze, to w okienko "szukaj" wpisuje fraze. Pomyslalem sobie, ze warto sprawdzic, czy w internecie tez tak jest. Wpisalem "Adam M." i pojawil sie tutaj od razu "zk" (ostatnio malo aktywny). Pozdrawiam.

      Usuń
  21. 10 każdego miesiąca i gawarit pa ruski: priviet Putin...

    OdpowiedzUsuń
  22. No co tak biadolicie. Przecież jak Polska wyjdzie z UE, to w końcu nasza nauka zostanie spuszczona z kagańca. Przeciwnicy punktozy szybko zniosą impakt faktory jako wrogi wymysł zachodu, a zaraz potem innowacyjni polscy badacze (popatrzcie ile nieszablonowych pomysłów ma przykładowo wybitny profesor Szyszko) w końcu będą mogli wynieść nasz kraj na czoło światowej nauki.. Przynajmniej w bloku wschodnim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ anonim z g.17:21.,

      Dziś nauka globu najbardziej dynamicznie rozwija się w Azji, a nie na przysłowiowym Zachodzie.IF obowiązuje w nauce światowej i będzie obowiązywało w przyszłości, choć niczego nie przesądza w kwestii oceny dorobku badawczego danego naukowca.W dawnej radzieckiej strefie Grossraumu w obszarze badań naukowych podstawowych i aplikacyjnych pierwsze miejsce spośród państwowych instytucji naukowych zajmuje Rosyjska Akademia Nauk, a potem Akademia Nauk Republiki Czeskiej, trzecie miejsce przypada Polskiej Akademii Nauk.Trochę dalsze pozycje zajmują polskie uczelnie wyższe, ale to odrębna kategoria oceny, gdyż dotyczy szkolnictwa wyższego.Polska nauka zajmuje 32 miejsce w skali globu, a jeśli chodzi o ilość publikacji naukowych na 1 mln mieszkańców.Polska nauka zajęła 21 miejsce w skali globu w 2015 r., a jeśli chodzi o wskaźniki naukometryczne np. indeks Hirscha, wskaźnik cytowań prac naukowych itp.Wzrasta też dynamicznie liczba zgłoszonych patentów.Jednak największy problem dotyczy niskiego wskaźnika ich wdrożeń do przemysłu, gospodarki.

      Usuń
    2. Mam wątpliwości z tą Azją. Ilościowo - zapewne tak. Jakościowo - zawsze, jak dostaję papier do recenzji i widzę, że jest z Chin, to w duchu jęczę "znowu, ja pier****". Z tych wszystkich, które miałem przyjemność recenzować (w dobrych pismach), większość była naprawdę słaba. Znajomi mają podobne odczucia. I nie, nie jestem uprzedzony. Jak już trafiłem dobry tekst, z radością przepuściłem. Ostatnio trafiłem niezły, ale słabo uzasadniony (w sensie: po co w ogóle to robić?). Może i autorzy mnie nie przekonali tak do końca, ale odpowiedź na recenzje była klasy mistrzowskiej. Przeszli.

      Usuń