wtorek, 13 czerwca 2017

Inflacja ekologii

Rozumiem, że gdy jesteśmy profesorem mającym setki prac na ISI i piętnaście nowych cytowań dziennie, to drzwi każdej redakcji stoją przed nami otworem (no dobra, może nie każdej, ale na pewno wszędzie jest dużo, dużo łatwiej, a te średnie czasopisma biorą od nas wszystko "z marszu"). Zakładam, że w takiej sytuacji trudno jest się powstrzymać, dlatego powstają takie genialne prace jak poniższa... Wiem, że krytykuję teraz świetnego profesora, któremu do pięt nie dorastam, ale tym się różni nauka od religii, że dowolny gamoń może kwestionować wszystko to, co stworzyli geniusze. Co niniejszym czynię!

Prof Lindenmayer opublikował niedawno pracę pt. "Conserving large old trees as small natural features" w Biological Conservation. Nie jest to - co bardzo ważne w tym kontekście - praca empiryczna, lecz podsumowanie swoich przemyśleń, chociaż ma kategorię "Original Research Article":

 
Fragmenty najważniejszych odkryć autora prezentowanych na dziewięciu stronach tego artykułu:
Large old trees are small natural features
Large old trees play many key ecological roles ... e.g. provision of wildlife habitat
Conservation demands protection
The protection ... of large old trees will often require ... conservation strategies. Such strategies can include bans on cutting trees

No po prostu genialne, przełomowe wyniki i nieoczekiwane wnioski - nikomu nawet do głowy nie przyszło, że stare drzewa są środowiskiem dla łajdlajfu, nie mówiąc już o tym, że ich ochrona może polegać na ich niewycinaniu...

Sorry za ironię, nie chodzi tu o ten konkretny artykuł i konkretnego człowieka, który przecież napisał wiele świetnych rzeczy - chodzi raczej o szerszy problem, jakim jest inflacja ekologii napędzana przez tego typu prace. Powyższa publikacja niestety nie jest wyjątkiem. Sam recenzowałem ostatnio inną, współautorstwa człowieka o indeksie h>100 (GoogleScholar), która była metodycznie całkowicie schrzaniona (idę o zakład, że ten człowiek jej nawet nie czytał, ale to inny problem).

Pomyślcie, jak praktycy (np. leśnicy) mają czuć respekt przed nauką i traktować ją serio, skoro w jednym z najlepszych czasopism z dziedziny ochrony przyrody ukazuje się tekst na poziomie skryptu dla kandydatów do technikum leśnego?

Główna lekcja z tej lektury, to: nie bójmy się patrzeć krytycznie na tych najlepszych, i powątpiewać w to, co napisane w najlepszych czasopismach, bo oni też mają gorsze dni i publikują czasami banalne gnioty. Ten przykład pokazuje również, że wysoki Impact Factor czasopisma nie zwalnia nas od krytycznego samodzielnego myślenia, a najlepsi nie powinni mieć żadnej taryfy ulgowej w procesie recenzji.

Michał Żmihorski

43 komentarze:

  1. Panie Michale, tu dochodzi jeszcze jeden problem. Jestem redaktorem w ważnym czasopiśmie z Ochrony Środowiska. Staram się uaktywnić Polaków, w robieniu recenzji. Ma to swoje zalety, o których tutaj nie będę pisał. Jednak po wysłaniu 10 zaproszeń, średnio 4 osoby nie odpowiadają wcale, 3 osoby odmawiają recenzji, 2-3 robią recenzję która jest poniżej krytyki, 0-1 robi recenzję, która jest krytyczna i rzeczowa. Choć bardzo rzadko zdarza się, że przy słabych pracach jest rekomendacja "reject". Zwykle "major revision".
    Wmówili nam, że my Polacy, jesteśmy głupsi, gorsi, słabsi niż nassi koledzy z innych części świata. Fetyszyzowanie USA i Europy zachodniej pod tym względem wykracza ponad zdrowy rozsądek.
    Możliwe, że tak było i w tym przypadku. Widzi się nazwisko, widzi się kraj i odrazu klęka się na kolana. Weźmy też pod uwagę kolesiostwo, które jest tak samo powszechne na całym Świecie jak i u Nas. Jest również olbrzymie w USA, mimo, że Pan Szulc to marginalizuje. W przeciwieństwie jednak do USA/Europy Zachodniej, istnieje tam konkurencja. Różne grupy walczą o pieniądze. Tak więc jak ja przepuszczę mu słabą pracę, to możliwe, że dostanie grant, i dla mnie nie starczy już pieniążków. Więc muszę być w tym przypadku "uczciwy" i napisać dobrą recenzję. Nie napisze recenzji nie merytorycznej, bo ten drugi może się odwołać do redaktora i ja wyjdę na osobę niekompetentną i działającą w konflikcie interesów. U nas jest odwrotnie, napiszę dobrą recenzję Kazikowi, to On napisze również i mnie. Nie rywalizuję o kasę, bo mam statutowe, za które mogę sobie jeździć gdzie chce, lub wypisywać umowy zlecenie. I jeszcze coś zostanie żeby wypuścić jakiegoś gniota w płatnym czasopiśmie, żeby nikt się mnie nie czepiał.
    Tak działa Polska nauka. Zgadzam się z Panem, że wpompowanie większych pieniędzy niczego nie zmieni. Na "świetnych" polskich wydziałach, są po 3-4 grupy pracujące na 80% pozostałych. W tych gorszych uniwersytetach jest 1 lub 2 i dlatego są słabsze. Jeżeli przyjdą dodatkowe pieniądze, pójdą one dla tych 80% i zostaną zmarnowane. To trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć. Zmiana prawa pracy też nic nie zmieni. Trzeba chcieć zmian a rektorzy tego nie chcą. Uczelnią nie mogą rządzić naukowcy. Nie trzeba być super ekspertem. Gdyby przyszła osoba z przedsiębiorstwa, przeanalizowała by zatrudnienie i zadała pytanie, dlaczego to 2-3 grupy publikują 100 prac, a pozostali nie. Proste rozwiązanie, zwalniamy tych nieproduktywnych, a na ich miejsce przyjmujemy tych co publikują a pracują na innych uczelniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na koniec tak odbiegłem trochę od tematu. Przepraszam, ale jak patrzę na to co się dzieje w polskiej nauce i na moim wydziale w kwestii zatrudnienia, to ... szkoda pisać.

      Usuń
    2. dzięki za ciekawe uwagi, szczególnie tę o bezsensowności zwiększania strumienia forsy wlewanego do dziurawego naczynia jakim jest nauka w PL - tu niewiele osób się zgadza i większość wciąż oblicza jaki % PKB idzie na naukę

      Usuń
  2. Poczekałbym z krytyką tego konkretnego artykułu. Patrząc na pozycje "in press" na stronie pisma odnoszę wrażenie, że szykuje się wydanie tematyczne, poświęcone "small natural features". Ten artykuł może być jego częścią i mógł być zamówiony. Warto poczekać do publikacji artykułu. Link: http://www.sciencedirect.com/science/journal/aip/00063207

    Chętnie poczytam więcej konkretów na temat tego, na czym polega inflacja ekologii.

    Pozdrawiam,
    MF

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, tam jest kilka podobnych artykułów. No ale czy to coś zmienia? Tzn. czy jakoś podnosi znaczenie tej pracy?

      Inflacja polega, w mojej opinii, na tym że publikując w dobrym piśmie słaby tekst powodujemy, że znaczenie przeciętnego artykułu w tym piśmie spada.

      Usuń
    2. Niejasno się wyraziłem, przepraszam. Chodzi o to, że artykuł może nabrać znaczenia, jeśli będzie osadzony w kontekście. Bo pośród tych artykułów "in press" są gorsze (pod warunkiem, że bierzemy je pod uwagę jako pojedyncze artykuły, nie jako część czegoś większego), np. ten: http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0006320716310849

      Cytat z artykułu: " In the Lord of the Rings, the small and unassuming hobbit Frodo has more strength than any of his larger peers and saves Middle Earth with his brave actions. Gandalf and the rest of the fellowship of the ring go to great ends to protect him, because they know this."

      Co do tak przyjętej definicji inflacji: czytałem kilka słabych artykułów z dobrych pism, z mojej działki. Nie wydaje mi się, żeby takie pojedyncze przypadki miały jakikolwiek wpływ na znaczenie innych artykułów i całego pisma. Wszystko zależy od ilości takich publikacji w piśmie. Najlepsze pisma publikują czasem coś słabego, niektóre artykuły są wycofywane. Nie obserwowałem negatywnego wpływu takich praktyk na jakość pisma jako całości. I na odwrót - od czasu do czasu słabsze pismo publikuje szczególnie dobry artykuł. Nie wydaje mi się, żeby znaczenie innych artykułów z tego pisma wzrastało z tego powodu.

      MF

      Usuń
    3. P.S. jak można w tym kontekście skomentować ten artykuł z dobrego pisma (Trends in Biotechnology)?

      http://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0167779902019856

      Główna myśl: "Peer-review has come a long way in the defence of its turf. In a world where knowledge is being made available at a rate of millions of pages per day, it is comforting to know that some subset of that knowledge or science has been critically examined so that, were we to use it in our thinking or for our work, we would be less likely to have wasted our time."

      MF

      Usuń
    4. Michał, masz rację - tu kontekst zapewne sporo wyjaśnia, bo powstaje pewnie cały zeszyt albo jakiś zbiór artykułów odnośnie tych small natural features. Niemniej, tego typu publikacje mnie trochę irytują - nie dają nic, a robią szum. Będą wyskakiwać w wyszukiwarkach, a patrząc na tytuł jesteś przekonany, że należy je przeczytać. Tymczasem w środku nic nie ma.
      Masz też rację, że jeden taki artykuł niewiele zmienia, jednak tego jest już całkiem sporo. Tu chyba widać negatywny efekt presji na punkty i publikowanie za wszelką cenę (chociaż te grube ryby już chyba nie muszą). To wszystko razem sprawia, że gdy na serio czegoś szukasz, albo próbujesz być na bieżąco, masz do przeczytania taką masę tekstu... Mnie to irytuje.

      Usuń
  3. Zawsze możesz Michał napisać krytykę tego artykułu jako Comments/Opinions (nie wiem czy takie coś mają w tym piśmie), jeśli będzie dobra, to powinni to opublikować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolejny kamyczek do ogrodka "Nie czytam, nie recenzuje, nie publikuje w Elsevier". Jak jeszcze bylem w Polsce, znajomy profesor poprosil mnie o pomoc w odp. na recenzje z ich pisma za 35pkt. Przeczytalem prace i sie za glowe zlapalem, ze chca mu to puscic. Z wiekszoscia uwag typu "zmien slowo na inne slowo", i jedna merytoryczna, dot. kolumny w tabeli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczerze powiem, że Biol Conserv ostatnio mnie 2-3 razy rozczarował, bo puścił coś, co sugerowałem odwalić. Może po odejściu Primacka coś się zmienia, nie wiem.
      A to jest jakaś szersza akcja dotycząca Elseviera właśnie?? Nic o niej nie słyszałem

      Usuń
    2. To jest argument na poziomie "każdy pijak to złodziej", no sorry. Widziałem już nędzne podejście do recenzowania w pismach Elseviera, Wileya czy ACS. Ale widziałem też bardzo dobre i poważne, w każdym z tych wydawnictw. Bo samo wydawnictwo ma tu niewiele do rzeczy, ale już redakcja (a nawet to, który redaktor się zajmuje danym tekstem) całkiem sporo.

      Usuń
  5. A nie jest dla Was wkurzające, że FNP, przyznaje np. TEAM tym samym osobom ?
    Prof. Bujnicki (niektórzy inni też), już miał, więc stworzył swój TEAM, niech teraz walczy o pieniądze europejskie, a nie ciągle będzie ciągnął. Zresztą to jest chore, że w tym samym konkursie stają osoby, które wcześniej dostały kupę pieniędzy i osoby bez tych pieniędzy. To tak jakbyśmy organizowali wyścigi, jednej osobie wcześniej dali 3.5 mln a drugiej nie. Czy Prof. Żylicz jest tak zapatrzony w gwiazdę Bujnickiego, że przestaje rozsądnie myśleć.
    Panie prof. Żylicz, może warto byłoby dać szansę innym b. dobrym naukowcom, że teraz oni pokazali co potrafią, może nie tylko oni dostaną ERC ale również ich uczniowie. Bo z tego co wiem wokół prof. Bujnickiego nie urodziły się jakieś gwiazy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest niestety choroba wszystkich polskich konkursów grantowych. Nie dostałeś kiedyś Preludium - masz przekichane starając się o Sonatę czy Opusa. Tu podobnie.

      Usuń
    2. Do anonimowego z g. 18:21.,

      Akurat prof. Janusz Bujnicki to jeden z najwybitniejszych polskich naukowców, a reprezentujących nauki o życiu.Rocznik 1975, a już jest akademikiem.To nie jest jeden z wielu, czyli ponad 12 tysięcy polskich profesorów tytularnych.Prof. Janusz Bujnicki to wybitna osobowość, jednostka.Laury akademickie otrzymują najlepsi.Koniec kropka.

      Maciej Łada

      Usuń
    3. I wcale tego nie podważam. Chodzi mi o to, że może warto byłoby dać te 3.5 mln komuś innemu, żeby pokazał co potrafi. "Pakiet startowy" prof. Bujnicki dostał z wielu źródeł i czas, żeby pokazał jak potrafi zdobywać pieniądze z poważnych europejskich źródeł.

      Usuń
    4. Do Anonima 03.34. Mimo późnej pory niech Pan trochę poczyta o prof. Bujnickim. Np. 2 razy zdobył granty ERC (to jakieś 10% polskiego dorobku w tych konkursach), udział w programach ramowych UE tez jest pokaźny.

      Usuń
    5. Zorganizowanie konkursu grantowego to jednak duza praca. Z tego powodu nie robi sie takich konkursow, zeby wygral po prostu ktos zdolny. Przynajmniej nie w PL. Ja dawno, dawno temu wierzylem w to, ze sw. Mikolaj rozdaje prezenty grzecznym dzieciom. A potem dowiedzialem sie, ze to jednak nie sw. Mikolaj rozdaje i ze niekoniecznie trzeba byc bardzo grzeczynm.

      Usuń
    6. Po "poczytaniu" nt prof. Bujckiego mam takie wnioski.

      Zgoda, prof. Bujnicki zdobyl ERC, TEAM, "Majstro" i dziesiatki innych pomniejszych grantow. Niestety, globalnie patrzac na output to slabo troche to wyglada tzn "sajensow" i "natura" nie udalo sie mu opublikowac.

      Owszem prof. Bujnicki publikuje b. duzo i wyroznia sie na tle Polski, ale jesli spojrzec globalnie to publikujac idzie raczej na ilosc niz na jakosc, bo granty >1mln Euro z definicji maja skutkowac publikacjami w czasopismach IF>20, inaczej nalezy to postrzegac jako porazke (pewnie, ze grant sie rozliczy kilkoma pomniejszymi publikacjami 1-10 IF, ale nie po to dostalo sie taki grant).

      Tak, wiec podsumowujac przychylalbym sie do stwierdzenia, ze trzeba by rozgladac sie za nowymi potencjalnymi gwiazdami, bo prof. Bujnicki przy praktycznie nieograniczonych zasobach finansowych (a wiec i ludzkich) za wiele nie zwojowal (mowie o jakosci a nie o ilosci).

      Ogolnie mam dosc pragmatyczny poglad na kwestie finansowe w nauce. W Polsce (i nie tylko) samo zdobycie prestizowego grantu np. ERC juz jest osiagnieciem na miare Nobla, ale ja zawsze pytam, ok, ale co z tego wyszlo (skalujac przez wielkosc grantu).

      Usuń
    7. Przy takiej "fabryce" jaką kieruje prof. Bujnicki, i środkach finansowych wpompowanych w niego, publikowanie 15 publikacji rocznie w średniej jakości czasopismach z dziedziny nie jest niczym fenomenalnym. Zgodzę się z przedmówcą, że należałoby oczekiwać więcej i lepiej. Przy środkach jakie dostał, tj. (6 mln ERC, 3.5 mln TEAMx2 (7 mln), 3.5 maestro) ok 17 mln PLN produkuje dość skromnie i w czasopismach nie najwyższych lotów.
      Wszystkie te konkursy mają również sprzyjać rozwojowi nowych świetnych naukowców, a jak widzę tylko rośnie "gwiazda Bujnickiego". Nikt z jego grupy nie dostaje jakoś "starting grants", wyjazdowych stypendiów Marii Curie poza unię europejską, itd. Więc coś tutaj jest nie tak.
      I może ktoś wreszcie zadał by mu pytanie, człowieku "Co żeś zrobił z tymi pieniędzmi ?"

      Usuń
    8. Do 16:43. Ciekawi mnie, gdzie Pan znalazł w "definicji" grantu za > 1 mln Euro, ze jego wyniki muszą być publikowane w czasopismach > 20 IF. W grantach UE wazniejsze od IF sa efekty praktyczne badań. Facet oprócz publikacji ma tez patenty, w tym chyba 5 amerykańskich. Proszę spróbować zdobyć jeden. Co to znaczy: "rozglądać się za nowymi gwiazdami"? Ot, wydaje mi się, że Panami Anonimami (tez 17:19) rządzi nie najwyższego lotu psychologia. Ktoś osiąga sukcesy? OK, to nalezy mu dołożyc za to, że nie jest mistrzem świata.

      Usuń
    9. Do anonimowych z g. 16:43., i z g. 17:19.,

      Anonimowi, nauka na wysokim poziomie nie opiera się na ilości opublikowanych artykułów, ani na publikowaniu w czasopismach o wysokim IF, gdyż byłaby to swoista sztuka dla sztuki.Granie pod parametry naukometryczne nie stymuluje rozwoju, postępu w nauce.Ważne jest gdzie publikujemy, ale najważniejsze jest, co opublikowaliśmy.Dorobek badawczy prof. Janusza Bujnickiego jest uznany za wybitny, a który dodatkowo otrzymał najwyższą certyfikację w Polsce.Wspomniałem o tym powyżej.

      Maciej Łada

      Usuń
    10. Mógłby się Pan nie ośmieszać. Nawet tego nie skomentuje, jak Pan nie umie czytać ze zrozumieniem.

      Usuń
    11. Do anonimowego z g. 20:55.,

      To niech anonim mnie oświeci swoją wiedzą ba erudycją.Czekam z niecierpliwością.

      Maciej Łada

      Usuń
    12. To powinna być rola profesora Bujnickiego, żeby nauczyć Pana czytać ze zrozumieniem, w końcu dostał nie małą sumę na te swoje TEAMy od prof. Żylicza.

      Usuń
    13. Do anonimowego z g. 23:07.,

      Tak podejrzewałem, iż nic ciekawego nie dowiem się od anonima w sprawie szeroko rozumianego naukoznawstwa.Zapewne to anonim winien dostać owe TEAMy od FNP.Prawda? Nie doceniono wschodzącej gwiazdy polskiej nauki?

      Maciej Łada

      Usuń
    14. Panie Macieju, polecam Panu wybrac sie na doktorat, postdoka (co adekwatne) za granice do dobrego instytutu badawczego. Jak Pan zobaczy gdzie i jakie rzeczy ludzie publikuja bedac np. zwyklym postdociem a co dopiero szefem labu to pogadamy.

      Natomiast co do parametrow bibliometrycznych to nikt ich nie lubi, ale nie da sie zaprzeczyc, ze jakis poglad daja zwlaszcza jesli proba jest odpowiednio duza (prof. Bujnicki opublikowal 200-300 prac, wiec jesli bylby tam potencjal na "Natury" to by juz takie prace byly). Wpompowanie kolejnych milionow raczej niewiele tu zmieni.

      Jesli Pan nie rozumie, ze wynikiem ERC ma byc jedna-dwie publikacje w "Nature" lub pokrewnym czasopismie a nie 10-20 chultur to nie mamy o czym rozmawiac. To troche tak jak z naszymi listami A,B tyle, ze o poziom wyzej (moze taka analogia przemowi do Pana).

      ps. prof. Bujnicki wlasnie dostal kolejny TEAM

      Usuń
    15. Do Anonima 7:28. Przemawia przez Pana jakiś snobizm względem ERC i prac w Science, Nature itp. Czy wszyscy zdobywcy grantów ERC publikuja w tych czasopismach? Napewno nie, bo musiały by byc wydawane codziennie (uwzgledniajac autorów spoza UE). Bujnicki dostał grant ERC mimo, ze nie opublikował w tych pismach wyników z poprzedniego grantu. Jest natomiast autorem (z zespołem) patentów, których zastosowanie praktyczne (a więc jego badania zmieniaja rzeczywistość, w odróznieniu od punktów) nie ulega watpliwości, gdyż amerykanie, zwłaszcza w tej działce wiedzy, chłamu nie przyjmują. Tych patentów USA ów "chałturnik" wg. anonima ma bodajże 5. Poza tym, w tych czasopismach publikowane są syntezy badań, wiec poczekajmy, facet jest dość młody.

      Usuń
    16. Tak w ogole, to bylbym wdzieczny za uscislenie o jakich grantach ERC mowimy. W serwisie Nauka w Polsce sa wymienione takie: "otrzymał kilka lat temu ERC Starting Grant wart 1,5 miliona euro. Na komercjalizację otrzymał w 2012 r. grant "Proof of Concept" w wysokości 150 tys. euro, również od ERC". Czy to o tych dwoch grantach jest mowa? Na stronach MIBMiK wymieniony jest tylko jeden, ten z 2010 (co jest logiczne, gdyz ten drugi nalezy traktowac tylko jako pewnego rodzaju dodatek).

      Usuń
    17. Kwestię patentów trzeba by sprecyzować, jeśli już Pan chce je wykorzystać w dyskusji (włączam się w to "z boku", proszę nie doszukiwać się drugiego dna). Jeśli są wykorzystywane, to fantastycznie, ale akurat opatentowanie czegoś w USA nie jest trudne w tym sensie, że weryfikacja nie jest szczególnie mocna. Wymaga to jedynie kasy. Tak więc sam fakt posiadania patentów niewiele jeszcze oznacza.

      Usuń
    18. Zdzislaw M. Szulc16 czerwca 2017 14:56

      Jeden dobry przyklad niekiedy zalatwia dana sprawe....W koncowej czesci monografii,zatytulowanej "Computational Design of Ligand Binding Proteins" ", znajduje sie praca zbiorowa prof. J.M. Bujnickiego: < https://link.springer.com/protocol/10.1007%2F978-1-4939-3569-7_21> .Dwie ciekawostki...W spisie cytowanej lit., dla calej monografi(21 artykulow z 6 -iu krajow..?), mozemy sie doliczyc ~ 30 prac opublikowanych w Science/Nature, z czego 8 nalezy do Edytora tego wydania, Prof. BL Stoddarda (USA). Pisze On : "This book provides a collection of protocols and approaches, compiled and described by many of today’s leaders in the field of protein engineering, that they apply to the problem of creating ligand-binding proteins that display desirable combinations of target affinity and specificity. " Podziwiam, gratuluje i zycze dalszych sukcesow Prof JM Bujnickiemu i Jego zespolowi/wspolpracownikom!

      Usuń
    19. Racja. Za pieniądze polski podatników, znowu jakiś amerykanin dostanie Nobla. To tak jakby wykonywać elementy do rakiet ale rakietę wysyłają amerykanie, i to dla nich wszelkie zaszczyty.
      Miałem wiele kontaktów z ludźmi z Europy Zachodniej i USA, chwalą Cię gdy wykonujesz to co chcą (po prostu gdy dajesz się wykorzystywać), gdy się stawiasz to jesteś "be".
      Fajnie że amerykanie publikują w Nature i Science, szkoda tylko, że wśród tych prac nie ma prac Polaków.

      Usuń
    20. Panie Zdzislawie, to teraz czekamy na dalsze przyklady, ktore zalatwia te sprawe. Na razie pokazal nam Pan przypadek prof. B.Stoddarda, ktory faktycznie mozemy traktowac jako pewien punkt odniesienia, jesli chodzi o aktywnosc liczacego sie lidera grupy. I tego sie trzymajmy. PS. A forumowiczom prosze o niedowadnianie, ze my jestesmy takim malym narodem, to powinnismy miec tylko bardzo male cele. Paradoksalnie, ale fizycznie wygladamy podobnie jak Amerykanie. Wiec taryfy ulgowej byc nie moze.

      Usuń
    21. Zdzislaw M. Szulc16 czerwca 2017 19:10

      23-cie miejsce na ..swiecie!? Skad ten "skok" (~13% w gore) /dlaczego..? Od czasu do czasu pojawiaja sie tez publikacje w Nature/Science: Do wgladu: < https://www.natureindex.com/country-outputs/Poland >

      Usuń
    22. Do 18:34. Ale Pan fajnie "pojechał". Pewnie, małym narodem nie jesteśmy, tylko mamy problem z małymi ludźmi, którzy nie przepuszczą ludziom sukcesu, jak np. Bujnickiemu ("taryfy ulgowej być nie może") i wymagaja od nich więcej niż od siebie samych. I "sprytnie" znajdują w ten sposób usprawiedliwienie dla swojej mizerii. Nie o podobieństwa fizyczne tu chodzi, tylko mentalne. Tymczasem myślenie folwarczne i grillowanie ludzi sukcesu z innego folwarku (choćby na tym forum) ma się jak widac po Pana wpisach bardzo dobrze. Alleluja i do Torunia.

      Usuń
    23. To nie chodzi o to, zeby wymagac od jakiegos pana A, czy jakiejs pani B, zeby byli zawsze swietni. Ale jak ktos bierze kase znacznie wieksza niz inni, to chcac nie chcac, musi sie liczyc z tym, ze jego grupa bedzie porownywana do tego co ludzie robia w prawdziwym swiecie. W koncu Polacy zdobywaja jednak medale na igrzyskach olimpijskich i bywaja tez mistrzami swiata. Ale wlasnie dlatego, ze podchodza do tematu bez taryfy ulgowej. A wziac duze pieniadze, pokazac gosciom z Radomia, ze sie potrafi wiecej, i oglosic sie czlowiekiem sukcesu, to jest juz jednak bardzo specyficzna brawura.

      Usuń
    24. Do 20:59. Ok, OK. Tylko po co tu uderzać w te narodowe tony. Nauka nie ma barw narodowych, a na "świecie" ceni się collaboration poniewaz ona bardziej służy postępowi nauki. "Usiadł" Pan na prof. Bujnickim z powodu otrzymanej kasy, jakby Pan nie wiedział, ze system finansowania nauki w RP jest postawiony na głowie. Poprzez NCN-y, Team-y, "badania statutowe" itp. wyciekają miliony, które nie przekładaja sie np. na innowacyjność gospodarki. Z drugiej strony, Polska buli Brukseli miliony za udział w Programach Ramowych, z których zwrot w postaci grantów to ok. 20-30% (w Horyzoncie najgorzej). Więc do kogo pieniądze maja spływac jesli nie do osobników typu Bujnickiego, skoro wyglada na to, że zdobywa granty europejskie i rozwija współpracę, a więc ściąga kasę z zagranicy i jest mniejszym obciażeniem dla budzetu nauki niz setki nierobów na "statusie" lub towarzystwa wzajemnej adoracji rozdajacych miedzy soba granty krajowe, z których niewiele wynika (trochę punktów). To sa problemy w nauce Polskiej, a nie Bujnicki.

      Usuń
    25. do An 16.06 21:45

      To nie ja ropoczalem tutaj temat Bujnickiego, wlaczylem sie w srodku, gdy zaczeto udowadniac, ze te pieniadze TEAM (drugi raz), to b. dobra inwestycja. Czy Bujnicki jest problemem? Jako naukowiec na pewno nie jest problemem (jest bez watpienia wybitnie zdolnym biologiem). Ale jest troche uwiklany w te dziwne praktyki FNP. Ponadto jakis czas temu wypowiedzial sie w mediach, jak to swietnie jest byc naukowcem w PL, ze ma wiecej pieniedzy niz mialby w USA itd... No to paru ludzi naprawde wkurzyl, bo ludzie tutaj musza czesto walczyc o przetrwanie. Czyli, w gloszeniu laurek pochwalnych nalezy jednak zachowywac pewien umiar (nawet gdy takie laurki trzeba obowiazkowo wyglosic).

      Usuń
    26. Do 21:45. Zgodziny się zatem, że to system (inny niż USA) umożliwia układy np. takie jakie ma Bujnicki. Umozliwia też harce cwaniaków i nierobów na wiele milionów zł (plus realne straty dla budzetu Państwa, o których pisałem wyżej). Ale jak tylko (np. na tym forum) pojawiają sie głosy, że trzeba ten system zmienić wzorując się na amerykańskim, natychmiast wysuwa się idiotyczne arguymenty typu "specyfika Polski" itp. (no to jak tu wygrywać zawody np. w trójskoku, jak tą "specyfikę" dźwiga sie na karku?). Wracając do Bujnickiego (daleki jestem od laurek), to facet oprócz zasług ma parcie na kasę i świetnie pływa w tej mętnej krajowej wodzie. Ale to nie on powinien wkurzać, ale system który mu to umożliwia.

      Usuń
  6. To zjawisko nie nazwałbym inflacją ekologii, ale jej degregoladą i abdykacją z "frontier science". Większość topowych ekologicznych czasopism w ostatnich latach odnotowowała spadek IF, a w ich redakcjach zasiadają w przewadze "starsi panowie" z czasów prosperity ecology and evolution (lata 80 i 90 zeszłego wieku). I co ważne, do podobnych sobie wysyłaja prace do recenzji. W rezultacie, redakcje i recenzenci podchodzą np. do innowacji metodologicznych wykorzystujących IT, modelowanie i zaawansowaną statystykę jak do przysłowiowego jeża. Typową ich reakcja jest, genialne stwierdzenie, ze praca jest interesująca, ale nie znajdzie czytelników, lub zdradzające niekompetencję nadmierne stosowanie "confusions". Oczywiscie, zdaję sobie sprawę z generalizacji, te spostrzeżenia nie dotyczą niektórych czasopism amerykańskich. Ale, nie przypadkiem, ktoś wyżej wymienił Elseviera i Wileya (dodam Springera), jako przykłady wydawnictw obniżających loty. Inną przyczyną upadku ekologii jako nauki, jest włączenie się znaczacej czesci badaczy w awantury polityczne i ideologiczne (typu global warming, polityka UE) kosztem wierności zasadom obiektywizmu, apolityczności i priorytetowi poznania naukowego nad pokusą zarobienia większej kasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z ostatnią tezą bardzo się zgadzam, pod warunkiem jej doprecyzowania - mieszanie się w politykę i sprzedawanie swojego autorytetu sympatiom politycznym (albo, częściej, przeciw swoim antypatiom) jest dla mnie totalnie naganne i często z tym walczę (wielu polskich uczonych jednak łatwo daje się wykorzystywać na tym polu), ale oczywiście dobrze jest gdy nauka wypowiada się o global warming czy polityce UE. Jak rozumiem przeszkadza Ci nienaukowa i niemerytoryczna działalność naukowców, nie sam fakt, że zabierają głos w tych sprawach?

      Co do kwestii inflacji - można to różnie nazywać, chociaż mówimy chyba o podobnych zjawiskach. Nie jestem natomiast pewien czy do nowinek redaktorzy podchodzą jak pies do jeża - powiedziałbym ze odwrotnie, jak robisz coś nowego (kiedyś np. AIC) to masz łatwiej, bo to nowe.

      Usuń
    2. Zabieranie głosu w sprawach ważnych i leżących w obszarze kompetencji to jedno, a lobbowanie opcji politycznych, czy bawienie się w "kapłana" np. ruchu ekologicznego to drugie i raczej o to mi chodzi. W działalnosci publicznej naukowiec nie może tracić zasady krytycznego oglądu rzeczywistości i traktowac fakty pod z góry założoną tezę, gdyż staje się wówczas niewiarygodny. Co do percepcji nowinek przez redakcje, to różnie z tym bywa. Może miałem pecha, ale ostatnio trafiłem (w dobrych czasopismach Springera i Elseviera) na podejście typu "to tylko statystyka".

      Usuń
    3. ok, dzięki za wyjaśnienie w sprawie nr 1 - bardzo podobnie to widzę

      Usuń