piątek, 21 lipca 2017

O strategii w obronie Puszczy

Jakie są potencjalne możliwości ograniczenia obecnych szkodliwych działań w Puszczy Białowieskiej - pomyślmy na chłodno i bez emocji, co może się wydarzyć (nawiasem mówiąc, to jest moje marzenie, żebyśmy w ochronie przyrody wreszcie zaczęli działać rozsądnie, a nie emocjonalnie). Widzę trzy scenariusze:

1. Min. Szyszko zmienia strategię działań w Puszczy (np. pod wpływem argumentów).
2. Premier Szydło zmienia ministra Szyszko (pod wpływem rosnącej dezaprobaty społecznej dla działania resortu postanawia uspokoić emocje i iść na kompromis).
3. Wyborcy zmieniają rząd premier Szydło, kolejny rząd jest bardziej otwarty na głos nauki i potrzeby ochrony przyrody.

Wszystkie scenariusze poprawiają sytuację w Puszczy, ale który z nich wydaje Wam się najbardziej prawdopodobny? Moje typy:

#1 jest chyba nierealny, z uwagi na osobiste i emocjonalne zaangażowanie ministra w spór - tyle razy zapewniał, że postępuje słusznie i kładł na szalę swój autorytet i poparcie wyborców, że nie może się wycofać, nawet gdyby chciał. Co gorsze, minister chyba naprawdę wierzy, że konieczne i właściwe jest wycinanie drzew.

#2 jest względnie najbardziej prawdopodobny. Minister Szyszko był wymieniany w prawicowych mediach, które śledzę, jako osoba potencjalnie do dymisji podczas letniej rekonstrukcji rządu. Ma relatywnie niskie poparcie społeczne, również wśród zwolenników rządu, z uwagi na liczne wpadki, takie jak "córka leśnika", "lex Szyszko" (konflikt z władzami partii), polowanie na bażanty, stodoła i inne.

#3 trudno mi oszacować p-ństwo upadku rządu w ogóle, natomiast upadek rządu pod wpływem argumentów przyrodniczych wydaje się być zupełnie nieprawdopodobny. Z resztą partia rządząca ma niemalejące poparcie społeczne, więc #3 nie zmienia sytuacji politycznej.

Uważam zatem, że najbardziej "rozwojowy" jest #2.

Pomyślmy zatem, co zwiększa prawdopodobieństwo realizacji scenariusza #2? Konflikt i rozbieżność interesów na linii rząd-minister (która, moim zdaniem, faktycznie istnieje: minister szkodzi wizerunkowi rządu). Należy zatem tę rozbieżność sygnalizować i uświadamiać ją, ale nie ministrowi (bo on jest raczej niereformowalny), lecz jego zwierzchnikom: że strategia w PB jest błędna i szkodliwa również dla rządu. Kluczowe jest przekonanie rządu, że trzymanie ministra realizującego taką strategię jest błędem.

Co natomiast zmniejsza prawdopodobieństwo realizacji scenariusza #2? Uderzanie przez przyrodników w rząd jako całość, bo uderzanie w całą grupę powoduje jej konsolidację i zaciera potencjalne pęknięcia w niej. Reakcją na oskarżenie w stylu "wszyscy jesteście do odstrzału" z pewnością nie będzie inicjowanie konfliktów w obrębie tej grupy, lecz jednoczenie się tej grupy przeciwko wspólnemu wrogowi. Z punktu widzenia ministra Szyszko, który chce realizować swoją politykę w Puszczy, najkorzystniej jest gdy jego wrogowie stają się wrogami całego rządu - wtedy jego pozycja jest umacniana (=walczę z naszym wspólnym wrogiem, pomóżcie) i zyskuje zaufanie. Równocześnie, merytoryczna i słuszna w mojej ocenie krytyka jego działań w PB, zostaje upolityczniona, traci swą moc argumentu naukowego (=oni zawsze nas krytykowali).

Dlatego angażowanie się organizacji przyrodniczych, albo samych przyrodników, w rozgrywki polityczne (niezależnie czy są słuszne, czy nie) pod sztandarami ochrony przyrody, sprzyja ministrowi Szyszko - to jest właśnie to, czego minister potrzebuje, by odbudować swoją słabą pozycję. Nie potępiam angażowania się w szeroko rozumianą politykę, ale nie pod szyldem organizacji przyrodniczych, bo to szkodzi sprawie.

Będę wdzięczny za wskazanie błędu logicznego w powyższym rozumowaniu,

Michał Żmihorski

czwartek, 20 lipca 2017

10 PhD positions in Biology/Ecology at the Jagiellonian University


Faculty of Biology and Earth Sciences of the Jagiellonian University in Kraków, Poland invites applications for a new PhD Programme in Biology

The degree programme is carried out in English, within a full-time, four-year system. The Programme of studies covers courses representing various areas of biological sciences, includes training in modern methodology and mastering skills useful in a professional academic and non-academic career.

PhD students are recruited to the specific research topics offered by potential doctoral advisors. The list of topics is available on the Programme webpage: http://www.binoz.uj.edu.pl/studia/phd_biology/recruitment
Doctoral dissertations leading to a scientific Doctoral title in the discipline of Biology or Ecology are prepared under the supervision of the Faculty members, who may provide expertise in anthropology, ecosystem studies, biochemistry, biology of reproduction, biodiversity, evolutionary ecology, ecotoxicology, endocrinology, genetics, immunology, microbiology, mycology, neurobiology, oncology, taxonomy and management of natural resources. More detailed information is available on the webpages of the three Institutes:

Each student of the 2017/2018 cohort will be granted financial resources for 1-2 foreign internships and a conference, and will receive a net-scholarship 2000 PLN monthly for 4 years of study. Each year, the best 50% of students will be offered an additional 1500 PLN monthly doctoral scholarships. There are also possibilities of receiving additional scholarships offered within the research grants of the scientific advisors.

Candidates eligible to apply for the Programme are the holders of a higher education diploma (Master degree or its equivalent)* in the field of natural sciences. Candidate registration takes place from 16 August 2017 to 6 September 2017, entrance interviews will be carried out on 18 September 2017. 

*or be grantees of the “Diamentowy Grant” 

wtorek, 11 lipca 2017

Lelek kozoduj, czyli ortografia wg Ministerstwa Środowiska

Update (19.07.2017)
część osób uważała, że to czepianie się szczegółów, ale trzecia pomyłka nie może być przypadkowa i, jak dla mnie, jednak ma znaczenie. Wychodzi na to, że oni na serio nie potrafią zwyczajnie pisać w tym ministerstwie... Jest trzecia wersja deklaracji i nadal jest masa błędów - przecież dziecko widzi, że ten tekst nie może iść oficjalnie do druku. A jednak poszedł.






Edycja (14.07.2017):
Tutaj przygotowana przez Fundację Greenmind korekta pierwszej wersji tekstu Ministerstwa Środowiska:
Ponieważ w Ministerstwie pracują światowej klasy fachowcy, znający się jak mało kto na ochronie przyrody Puszczy Białowieskiej i zagrożonych gatunkach, dokonali imponującej poprawy swojego tekstu likwidując zdecydowaną większość błędów językowych w ciągu zaledwie 48 godzin. W efekcie tej intensywnej pracy całego ministerialnego kolektywu zaprezentowano drugą, znacznie lepszą wersję pisma, która zawiera jedynie dwa błędy językowe (korekta autorstwa Fundacji Greenmind):



Nie wiem jak czytelnicy, ale ja jestem spokojny o losy Puszczy - wiem, że pozostaje w dobrych rękach...



By walczyć z ciemnotą i szkodnictwem "ekologów" Ministerstwo Środowiska opublikowało rozpaczliwy komunikat podsumowujący historię tworzenia Puszczy Białowieskiej przez lokalną ludność. Treść tego pisma jest nielogiczna i fałszywa, a główny przekaz mija się z prawdą średnio dwa razy w każdym zdaniu i polega, w skrócie, na przedstawianiu Puszczy jako dzieła rąk (siekier?) polskich leśników i myśliwych.

Mnie jednak zastanawia i autentycznie przeraża inna strona tego pisma. Mianowicie liczne błędy stylistyczne, gramatyczne i ortograficzne w tym piśmie się pojawiające (i nawet typograficzne)! Zastanówcie się proszę nad następującym faktem: ludzie którzy wskazują, że do bogactwa Puszczy należy "lelek kozoduj", podejmują decyzje odnośnie losu tego unikatowego ekosystemu. Piszą też o "zgłębku bruzdkowanym", lerkę przedstawiają jako "Lullula arboreta", a trójpalczastego jako "P. tradactylus" jako o gatunkach, o które się troszczą i które chcą chronić. Nie są to nieistotne szczegóły, ponieważ jest to oficjalne stanowisko Ministerstwa Środowiska - jak mamy, do cholery, dość do porozumienia z ludźmi, ktuży nie potrafio pisać???


a gdyby zniknęło z serwerów M.Ś. to tu jest wersja, do której odnosi się mój komentarz:
https://drive.google.com/open?id=0B6-oaYd8Um6KQUxBX001TVByaGc

Michał Żmihorski

wtorek, 4 lipca 2017

List do Ministra Gowina

Kolejna interwencja w sprawie Puszczy - tym razem w grupie pięćdziesięciu stypendystów MNiSW napisaliśmy list do Ministra Nauki Jarosława Gowina. 

Mnie bardzo poruszyła ta wypowiedź Ministra, w której przyznaje rację działaniom Lasów Państwowych w Puszczy Białowieskiej. Być może niewiele zdziałamy, ale nie powinniśmy być bierni - jeśli chcemy by ekologia miała przełożenie na praktykę, to chyba trudno o lepsza okazję by się o to upomnieć? Jeśli nie będziemy się upominać, to możemy sobie publikować ciekawe prace w dobrych czasopismach, a zasobami naturalnymi będzie nadal zarządzał wąsaty myśliwy/leśnik/meliorant...

Oto tekst naszego listu:

Michał Żmihorski

czwartek, 29 czerwca 2017

Argumenty o ochronie Puszczy Białowieskiej


W odpowiedzi na zalew Internetu przez masę leśnej propagandy, jakoby piłą i traktorem musimy ratować puszczańską przyrodę przed nią samą, przygotowaliśmy z Rafałem Kowalczykiem i Piotrkiem Tryjanowskim komentarz do 30 najczęściej pojawiających się zarzutów i pytań. Adresatem komentarza jest przede wszystkim zwykły obywatel, niezbyt zorientowany przyrodniczo, zatem piszemy prostym językiem i możliwie krótko. Tam gdzie było to możliwe wrzuciliśmy też linki do zewnętrznych źródeł multimedialnych lub naukowych. Ponieważ wśród autorów jest dwóch dyrektorów instytutów, nikt - mam nadzieję - nie nazwie nas eko-oszołomami.

Zapraszam do lektury, ale przede wszystkim do używania niniejszej listy argumentów w potyczkach ze zwolennikami cięć i w wyjaśnianiu nieprzekonanym jak powinniśmy chronić Puszczę Białowieską. Oto plik:

http://bit.ly/NaukowcyPuszcza

P.S. ponieważ w ulotce link do jednego z artykułów przekierowuje do jego wersji anglojęzycznej, warto dodać, że jest też polskojęzyczna wersja:
https://www.researchgate.net/publication/303792659_Dlaczego_martwe_swierki_sa_potrzebne_w_Puszczy_Bialowieskiej

Michał Żmihorski


sobota, 17 czerwca 2017

Kornik w Puszczy Białowieskiej

fot. MŻ, P.Białowieska

Temat Białowieży niestety rzadko się tutaj pojawia, ale tym razem zależy mi na nagłośnieniu jednego tekstu - tak się składa, że mojego ;-). Przeprowadziłem wywiad z Martinem Schroederem, profesorem entomologii leśnej pracującym w Department of Ecology SLU w Uppsali (przypomnę: SLU jest obecnie nr 1 na świecie w kategorii "forestry"). Martin zajmuje się od kilkudziesięciu lat przede wszystkim ekologią kornika drukarza (jego profil na Research Gate). Zatem trudno znaleźć kogoś w Europie, kto wie więcej w tym temacie. 

Mam nadzieję, że ten tekst może być użyteczny w argumentacji z osobami kwestionującymi kompetencje merytoryczne wszystkich tych, którzy wątpią w konieczność cięć w Puszczy Białowieskiej - jeśli Martin nie ma takich kompetencji, to kto je ma?

Najważniejszy w kontekście Puszczy Białowieskiej wydaje mi się wniosek płynący ze słów prof. Schroedera, że wiele działań leśników de facto sprzyja rozwojowi gradacji kornika (np. wycinanie tzw. posuszu jałowego, w którym kornika już nie ma, są natomiast jego naturalni wrogowie), że skuteczność cięć jest bardzo wątpliwa, oraz że niepodejmowanie działań jest sensowną alternatywą, jeśli las ma chronić bioróżnorodność, a nie produkować deski. 

Wywiad ukazał się jako temat dnia na serwisie PAP. Przygotowanie tego tekstu kosztowało nas - mnie, ale przede wszystkim mojego rozmówcę, któremu wielokrotnie zawracałem głowę - sporo czasu, więc jeśli znacie kogoś, kto mógłby go pożytecznie wykorzystać, będę wdzięczny za jego rozprowadzanie. Oto on:



Michał Żmihorski

wtorek, 13 czerwca 2017

Inflacja ekologii

Rozumiem, że gdy jesteśmy profesorem mającym setki prac na ISI i piętnaście nowych cytowań dziennie, to drzwi każdej redakcji stoją przed nami otworem (no dobra, może nie każdej, ale na pewno wszędzie jest dużo, dużo łatwiej, a te średnie czasopisma biorą od nas wszystko "z marszu"). Zakładam, że w takiej sytuacji trudno jest się powstrzymać, dlatego powstają takie genialne prace jak poniższa... Wiem, że krytykuję teraz świetnego profesora, któremu do pięt nie dorastam, ale tym się różni nauka od religii, że dowolny gamoń może kwestionować wszystko to, co stworzyli geniusze. Co niniejszym czynię!

Prof Lindenmayer opublikował niedawno pracę pt. "Conserving large old trees as small natural features" w Biological Conservation. Nie jest to - co bardzo ważne w tym kontekście - praca empiryczna, lecz podsumowanie swoich przemyśleń, chociaż ma kategorię "Original Research Article":

 
Fragmenty najważniejszych odkryć autora prezentowanych na dziewięciu stronach tego artykułu:
Large old trees are small natural features
Large old trees play many key ecological roles ... e.g. provision of wildlife habitat
Conservation demands protection
The protection ... of large old trees will often require ... conservation strategies. Such strategies can include bans on cutting trees

No po prostu genialne, przełomowe wyniki i nieoczekiwane wnioski - nikomu nawet do głowy nie przyszło, że stare drzewa są środowiskiem dla łajdlajfu, nie mówiąc już o tym, że ich ochrona może polegać na ich niewycinaniu...

Sorry za ironię, nie chodzi tu o ten konkretny artykuł i konkretnego człowieka, który przecież napisał wiele świetnych rzeczy - chodzi raczej o szerszy problem, jakim jest inflacja ekologii napędzana przez tego typu prace. Powyższa publikacja niestety nie jest wyjątkiem. Sam recenzowałem ostatnio inną, współautorstwa człowieka o indeksie h>100 (GoogleScholar), która była metodycznie całkowicie schrzaniona (idę o zakład, że ten człowiek jej nawet nie czytał, ale to inny problem).

Pomyślcie, jak praktycy (np. leśnicy) mają czuć respekt przed nauką i traktować ją serio, skoro w jednym z najlepszych czasopism z dziedziny ochrony przyrody ukazuje się tekst na poziomie skryptu dla kandydatów do technikum leśnego?

Główna lekcja z tej lektury, to: nie bójmy się patrzeć krytycznie na tych najlepszych, i powątpiewać w to, co napisane w najlepszych czasopismach, bo oni też mają gorsze dni i publikują czasami banalne gnioty. Ten przykład pokazuje również, że wysoki Impact Factor czasopisma nie zwalnia nas od krytycznego samodzielnego myślenia, a najlepsi nie powinni mieć żadnej taryfy ulgowej w procesie recenzji.

Michał Żmihorski

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Mieczysław O. et al., czyli o kadrach


Nie chciałbym tutaj jakoś szczególnie rozwijać sekcji kryminalistycznej E&E ale nie sposób nie odnotować tego co się wyrabia. Otóż postawiono kilka dni temu poważne zarzuty dyrektorowi IMGW:

co staje się powoli tradycją, bo o podobnych sprawach było wcześniej głośno:

(nawiasem mówiąc, mamy tu dylemat Tarskiego: gdy portal "twojapogoda", korzystający z danych IMGW, informuje że dyrektora IMGW zatrzymano za oszustwa, to portal kłamie, czy mówi prawdę?)

A bardziej poważnie; przyjrzyjmy się charakterowi jednego z zarzutów:

"Dyrektor miał ponadto fikcyjne zatrudnić w IMGW kilka osób na etatach, chociaż w rzeczywistości nie świadczyły pracy"

Takie zatrudnienie jest możliwe, bo ludzie nie są rozliczani z efektów pracy, tylko z przestrzegania regulaminu. Poza tym, pensja dyrektora nie jest uzależniona od efektywności pracy całego instytutu - przecież w swojej prywatnej firmie nie zatrudniłby kogoś na takich zasadach, bo to by przede wszystkim jego (dyrektora) uderzało po kieszeni. Zobaczcie jak ogromny teren ma IMGW - to są tysiące metrów kwadratowych w części miasta, gdzie metr kosztuje kilka tysięcy złotych, a malutkie mieszkanie kilkaset tysięcy. Sama portiernia przy bramie jest wielkości małej willi, a budynek główny mógłby lekko pomieścić kilka moich szwedzkich Departament of Ecology. I co ci ludzie tam produkują? Poza gromadzeniem danych ze stacji pomiarowych, co przy dzisiejszej cyfryzacji można byłoby zmieścić w tej właśnie portierni, nie przychodzi mi nic do głowy. Byłem tam kilka razy - śmierdzi PRLem, że aż trudno oddychać, masz wrażenie, że zza rogu zaraz wyjdzie Gomułka, jeśli nie Bierut!

Szersza perspektywa - powiedzmy sobie jasno: w Polsce powstał system mafijny okupujący różne instytucje i jednostki naukowe, w którym przestępcy lub zwykli durnie (albo osobniki łączące obie te cechy) mają prawie zupełnie niekontrolowaną władzę i dysponują całkiem sporym majątkiem państwowym, na szkodę tych instytucji, nauki i społeczeństwa jako ogółu (proponuję przetestować łatwość uzyskania danych pogodowych na cele naukowe = pisma, prośby, czekanie...). Każdy kolejny dyrektor, tego i innych instytutów, będzie poddawany silnej pokusie korupcyjnej, bo może niemal wszystko i podlega tylko ogólnej kontroli. I takich instytucji są dziesiątki, mają swoje bazy terenowe, stacje pomiarowe, filie w różnych miastach, dyrektorów, sekretariaty, samochody, itp. Myśląc o tej sprawie dochodzę do wniosku, że większość tych instytutów należy jak najszybciej zamknąć, a całe towarzystwo rozpędzić. Tu nigdy nie będzie żadnej poprawy - wiara, że coś się zmieni jest skrajną naiwnością. 

I jeszcze szerzej - ta afera jest dowodem, że w Polsce prawdopodobnie wcale nie brakuje pieniędzy na naukę, i w żadnym wypadku nie należy zwiększać na nią nakładów, dopóki nie zlikwidujemy takich właśnie czarnych dziur. 

Michał Żmihorski

wtorek, 23 maja 2017

Konkurs na stanowisko asystenta

Konkurs na stanowisko asystenta ze stopniem naukowym doktora w Zakładzie Entomologii Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi

Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ogłasza konkurs na stanowisko asystenta ze stopniem naukowym doktora w Zakładzie Entomologii Instytutu Zoologii i Badań Biomedycznych na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi w zakresie entomologii w ramach posiadanego etatu.
Do konkursu mogą przystąpić osoby, które spełniają wymogi określone w art. 109 ustawy z dnia 27.07.2005 r. Prawo o szkolnictwie wyższym (t. j. Dz. U. z 2012 roku, poz. 572 z późniejszymi zmianami) i § 164 Statutu UJ oraz odpowiadają następującym kryteriom kwalifikacyjnym:
  • posiadanie stopnia naukowego doktora w dziedzinie nauk biologicznych w zakresie bezkręgowców na poziomie uniwersyteckim,
  • wysoka ocena rozprawy doktorskiej,
  • dorobek naukowy obejmujący oprócz pracy doktorskiej również inne liczące się publikacje z zakresu systematyki, taksonomii, filogenezy, faunistyki, ekologii lub biogeografii bezkręgowców, a szczególnie owadów, w tym co najmniej 2 artykuły opublikowane w czasopismach indeksowanych w JCR,
  • czynny udział w życiu naukowym (wystąpienia ustne i plakatowe) przejawiający się w szczególności obecnością na konferencjach i sympozjach, zagranicznych lub krajowych,
  • umiejętności prowadzenia badań w terenie, badań eksperymentalnych, a także molekularnych,
  • udokumentowane publikacjami naukowymi doświadczenie w hodowli bezkręgowców, projektowaniu i prowadzeniu długoterminowych eksperymentów laboratoryjnych oraz w ich analizie statystycznej,
  • znajomość aktualnej systematyki i nomenklatury bezkręgowców,
  • umiejętności rozpoznawania bezkręgowców do poziomu wyższych taksonów,
  • udokumentowana publikacjami naukowymi szczegółowa znajomość biologii i taksonomii co najmniej jednego typu bezkręgowców (umiejętności oznaczania do poziomu gatunku),
  • biegła znajomość MS Office (Word, Excel, PowerPoint) oraz przynajmniej jednego profesjonalnego programu statystycznego,
  • dobra znajomość języka angielskiego oraz języka polskiego w stopniu niezbędnym do prowadzenia zajęć dydaktycznych,
  • doświadczenie w realizacji projektów badawczych,
  • doświadczenie w prowadzeniu zajęć dydaktycznych dla studentów biologii,
  • umiejętność w prowadzeniu zajęć terenowych,
  • umiejętności organizacyjne i pracy w zespole,
  • pozytywna opinia przełożonego o kwalifikacjach i predyspozycjach.
Szczegóły ogłoszenia w załączniku.
Stanowisko: asystent ze stopniem naukowym doktora
Jednostka: Wydział Biologii i Nauk o Ziemi
Termin składania dokumentów: 16.06.2017
Data wytworzenia: 16.05.2017 
 

 

wtorek, 16 maja 2017

Nowy szef Centralnej Komisji...

Nowym szefem Centralnej Komisji, po dłuższym oczekiwaniu na decyzję rządu, został mianowany prof. Kazimierz Furtak:

http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,414212,prof-furtak-nowym-szefem-centralnej-komisji-ds-stopni-i-tytulow.html

Wrzucam też prinskrin ze Scopusa. Prof Furtak jest autorem 19 publikacji zamieszczonych w tej bazie, zajmuje się budownictwem - kilka tytułów najnowszych jego prac na obrazku poniżej. Ale zupełnie nie wiem na ile Scopus jest reprezentatywny dla tej dziedziny.  


Michał Żmihorski


sobota, 22 kwietnia 2017

Zielona propaganda


Irytuje mnie, że jako przyrodnicy i naukowcy dajemy się tak łatwo nabierać na tę wyjątkowo prostą i chamską grę, w którą grają miłościwie nam panujący w resortach dotyczących ochrony przyrody w Polsce. Mianowicie: jedną ręką robią obecnie armagedon w Puszczy Białowieskiej, co jest chyba najbardziej szkodliwym z punktu widzenia ochrony przyrody przedsięwzięciem ostatnich lat. I tu protestujemy. Tymczasem równolegle ci drwale z Białowieży ustawiają (za nasze pieniądze) kamerki przy gniazdach bociana czarnego albo rybołowa, "chronią" cietrzewia, nagrywają filmy przyrodnicze albo wydają poradniki ochrony przyrody, czym zyskują w społeczeństwie miano zatroskanych przyrodników i obrońców bioróżnorodności. 

Rozumiem jeszcze, że społeczeństwo, które ma na ogół zerową wiedzę w tym temacie, łyka ten szczyt hipokryzji. Ale dlaczego, do cholery, sami przyrodnicy popierają te działania i cieszą się, gdy bocian czarny przyleci na gniazdo (trudno żeby nie przyleciał, skoro wszystkie inne mu wyrżnięto, odmładzając drzewostan kilkukrotnie w porównaniu do jego biologicznego potencjału). A co widzę na facebookowych profilach tych inicjatyw? "10 twoich znajomych lubi to". 

Postuluję: nie przykładajmy ręki do tych wszystkich obłudnych akcji realizowanych przez zarządzających zasobami przyrodniczymi w Polsce! Naszą rolą jest uświadamianie społeczeństwa, że zagrożeniem dla takich gatunków jak rybołów, cietrzew, głuszec, bocian czarny i wielu innych, jest przede wszystkim gospodarka leśna realizowana w sposób ignorujący potrzeby tych gatunków, o czym wykonawcy tej gospodarki doskonale wiedzą, świadomie i celowo niszcząc siedliska tych gatunków! Kamera internetowa przy gnieździe bociana czarnego jest szczytem zakłamania w stylu dokarmiania dzików pod amboną myśliwską i doskonałą ilustracją powiedzenia, że "diabeł ubrał się w ornat i ogonem na mszę dzwoni". Czy naprawdę jesteśmy aż tak ślepi by nie dostrzegać, że osobnik w zielonym mundurze montujący te kamerki internetowe, w drugim ręku trzyma siekierę na białowieskim zrębie? Fakt, że takie inicjatywy tak licznie powstają wskazuje, że "osobnik w zielonym mundurze" bardzo chce na polu ochrony przyrody zaistnieć, ale tanim kosztem: powiesimy kamerkę, kilka budek, zbudujemy platformę dla rybołowa i nakręcimy film, a dzięki temu będziemy mogli wyciąć dodatkowe kubiki z najbardziej cennych drzewostanów. Więc szczególnie istotne jest, by mu tego nie ułatwiać.

Żeby była jasność: uważam, że z leśnikami, myśliwymi, meliorantami itp., trzeba współpracować (nie można skutecznie chronić przyrody bez tego), trzeba z nimi rozmawiać, edukować ich i trzeba też zaakceptować, że oni użytkują te zasoby (a my, jako społeczeństwo, z tego korzystamy). Ale trzeba też mówić/pisać prawdę i gdy gospodarowanie w ich wykonaniu jest szkodliwe, trzeba o tym pisać wprost. Nie powinniśmy robić z siebie idiotów i uwiarygadniać tej propagandy! 

Michał Żmihorski

niedziela, 9 kwietnia 2017

"Ocena ekspercka" - najlepszy przyjaciel pracowitych inaczej

Polska nauka jest jak czarodziejska kraina - tu może zdarzyć się wszystko. Geniusz może być nazwany głupkiem i wyrzucony z pracy, genialny wynalazca, którym interesują się nobliści, nie znajduje etatu w polskim zapyziałym instytucie. Człowiek z dobrym dorobkiem przegrywa konkurencję z "panią Basią", a młody doktorant jest tak długo tresowany przez administrację, dopóki nie zrezygnuje ze swoich ambicji. Naukowo nic nieznacząca jednostka może dostać miliony na nowe budynki, a czasopismo o międzynarodowym zasięgu musi żebrać o okruchy. Dyrektorem lub szefem zespołu może zostać nieuk, ignorant i leń bez publikacji, szczątkowy dorobek naukowy może zostać okrzyknięty "wybitnym", osoba niepotrafiąca znaleźć pulpitu w systemie windows może zrobić habilitację i uczyć doktorantów, brak znajomości angielskiego nie jest przeciwwskazaniem do zrobienia profesury, tym bardziej plagiat itd, itd. 

Jak to wszystko możliwe? Bo system oceny w polskiej nauce jest subiektywny - o wszystkim decydują komisje, komitety, ciała doradcze, grupy ekspertów, zasłużone profesorstwo. Decydują dyskutując, oceniając, radząc, używając swojego doświadczenia, intuicji, głębokich przemyśleń, przekonań i przeczucia, obficie podlanych dobrą wolą, najszczerszymi chęciami i poczuciem patriotycznego obowiązku. Ta mieszanka sprawia, że oni mogą przegłosować dosłownie wszystko, a my toniemy - mamy drenaż młodych i ambitnych, a nasze uniwersytety zapadają się coraz ębiej  w rankingach. 

Jedyne co nas jeszcze ratuje w tym bezbrzeżnym subiektywizmie, płynności znaczeń i inflacji słowa jest niezatapialna boja w postaci całkowicie zewnętrznej (=niezależnej od polskich uczonych i polityków) ewaluacji dorobku naukowego w wykonaniu Scopusa, JCR, IF, H, cytowań, recenzji naszego dorobku w wykonaniu zagranicznych redaktorów itp. To jedyny punkt orientacyjny jaki mamy. Jedynym argumentem jakiego możemy użyć jest ta zewnętrzna ocena: "skoro wyniki moich prac są publikowane w najlepszych światowych czasopismach, to może nie są tak bezwartościowe, jak szanownej komisji się wydaje?". A polscy "wybitni uczeni" z tych wszystkich komisji, najbardziej boją się prostego pytania: "no dobrze panie profesorze, a jak często pana prace są cytowane, skoro tak krytycznie wypowiada się pan o moich?". To jest jedyna, ale czasem skuteczna, linia obrony. Nie mamy nic innego - jeśli stracimy to, jeśli pozwolimy na odejście od międzynarodowych standardów i zrobimy sobie tu polski impakt faktor, polskiego nobla i polskie standardy doskonałości naukowej, to szlag trafi już wszystko i "pani Basia" z habilitacją z kosmetologii będzie przyznawać granty "panu Kaziowi" od łowiectwa i vice versa, a profesor Szyszko będzie wzorem naukowca dla nowych pokoleń ekologów.

Dlatego za głęboko szkodliwe uważam akcje zmierzające do odcinania tej ostatniej boi - pogłębiania tego bezmiaru subiektywizmu i do całkowitej rezygnacji ze wszystkich zewnętrznych wskaźników bibliometrycznych (które przecież na świecie są stosowane, co widzę codziennie w Szwecji). Nie rozumiem dlaczego Rada Młodych Naukowców postuluje już nie tylko by nie oceniać wskaźników bibliometrycznych, lecz nawet by zrezygnować z ich podawania (by recenzent nie dowiedział się ile razy cytowane są prace aplikującego o grant?) na korzyść "oceny eksperckiej". Droga "oceny eksperckiej" to właśnie ulubiona ścieżka tych wszystkich łapowników oferujących pozytywne załatwienie wniosku, których dziś ściga CBA (np.: tutaj, tutaj, tutaj), tych którzy wynajmowali mieszkanie na potrzeby nielegalnego dzielenia grantów, i setek tych, których nie udało się złapać. Wszyscy pracowici inaczej właśnie dlatego nienawidzą impaktów, bo te czarno na białym pokazują ich nieudolność. Oni wszyscy  chcą zawsze "oceny eksperckiej" i zwalczają wyznawców impaktów i innych głupich zachodnich wymysłów. Nie twierdzę, że mamy opierać się jedynie na bibliometrii, ale twierdzę, że postulowanie jej całkowitego wykluczenia jest szkodliwym szaleństwem. Tymczasem Rada Młodych Naukoców (printskrin poniżej)...

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

...irytował PAN-owskich profesorów w najwyższym stopniu

Dziennikarka Mira Suchodolska z Dziennik Gazeta Prawna zamieściła na swoim otwartym profilu na facebooku tekst, który jest fragmentem tekstu z DGP. Fragment tego, co Suchodolska zamieściła na fb wklejam poniżej:

Nieoficjalnie pracownicy PAN komentują, że Kamil Kulesza naruszył święte zasady funkcjonowania instytucji naukowych. Które polegają mniej więcej na tym, że zasiadająca we władzach ekipa ssie przez grubą słomkę pieniądze z budżetu i z grantów. W 2015 r. głośna była w środowisku naukowym sprawa związana z Instytutem Chemii Fizycznej PAN, kiedy na skutek audytu wszczętego jeszcze przez prof. Michała Kleibera, poprzednika obecnego prezesa PAN, profesora Jerzego Duszyńskiego, okazało się, że w ciągu dwóch lat dwie osoby z kierownictwa IChF zarobiły ok. 1,5 mln zł.
Przeprowadzony tam audyt wykazał, że w 2014 r. dyrektor tej naukowej placówki zarobił ponad 600 tys. zł (czyli ponad 50 tys. zł miesięcznie), a jego zastępca ok. 400 tys. zł (ponad 33 tys. zł miesięcznie). Historię opisał portal WirtualnaPolska.pl, ale bałagan szybko został zamieciony pod dywan.
Ale jak się dowiaduje DGP, ta awantura była jedynie częścią – bo nie chcę napisać czubkiem – góry lodowej. Wyszło bowiem, że podobne praktyki stosowano w większości jednostek podległych Polskiej Akademii Nauk – jedno ze źródeł mówi, że nawet w 50 na 65. Mechanizm wysysania pieniędzy polegał, w dużym skrócie, na tym, że oprócz stałego wynagrodzenia z tytułu pracy szefostwo instytutów zarabiało na „podczepianiu się” do grantów oraz na premiach, które były udzielane sobie wzajemnie – na zasadzie dyrektor podpisuje się pod wnioskiem wicedyrektora, a pod wnioskiem o premię dyrektora podpis składa główny księgowy.
Źródło w kancelarii premiera – któremu podlega PAN – potwierdziło takie zachowania. – Po aferze w IChF zrobiliśmy w porozumieniu z władzami PAN przegląd, w którego trakcie wyszło, że pieniądze budżetowe były czerpane szeroką strugą, ludzie zatrudnieni w Akademii pobierali apanaże, które nijak nie przystawały do ich osiągnięć – mówi źródło.

Wykupiłem też dostęp do tego artykułu - opowiada on jedną z wielu historii (niedawno wrzucałem na bloga historię super-kryształów) o zmarnowanym potencjale zdolnych, młodych, polskich naukowców w zderzeniu z betonową "grupą trzymającą władzę". Rozwiązanie tej patologicznej sytuacji jest teoretycznie bardzo proste: płacić wyłącznie za efekty, stosować twarde mierniki dorobku naukowego i zero uznaniowości. Wtedy beton sam padnie z głodu odcięty od finansów, bo większość betonu pozostała tu jeszcze z poprzedniej epoki i w praktyce niewiele potrafi, a jego miejsce zajęłyby osoby naprawdę kompetentne i w kilka lat jesteśmy lepsi niż Szwecja. Ale tego właśnie nikt nie chce wprowadzić, bo wielu wybitnych profesorów poszłoby wtedy szybko na zieloną trawkę. Cały artykuł tutaj:

a na koniec jeszcze fragmencik:

"...irytował PAN-owskich profesorów w najwyższym stopniu: swoim wyglądem (pomarańczowa bluza z kapturem zamiast garnituru), zachowaniem (nie okazywał należnego szacunku i uniżoności), poglądami (twierdził, że kompetencje są ważniejsze niż tytuły, a nauka powinna radzić sobie w rynkowej konkurencji). Po zagranicznych studiach, mówiący biegle po angielsku, świetnie dogadywał się zarówno ze sławami naukowymi czołowych uczelni z pierwszych miejsc szanghajskiej listy, jak i z ludźmi biznesu".
 
"Instytut Badań Systemowych Polskiej Akademii Nauk złożył zawiadomienie do prokuratury, że dr Kamil Kulesza działa na niekorzyść instytucji. [...] A jeszcze niedawno kierowane przez dr. Kuleszę Centrum Zastosowań Matematyki i Inżynierii Systemów (CZMIS) było perełką w PAN-owskiej koronie, powodem do chluby."

Michał Żmihorski

niedziela, 26 marca 2017

Czy Anna O. Szust jest problemem?

Wrocławsko-poznańska ekipa naukowców przeprowadziła ciekawy i bardzo oryginalny eksperyment, który opublikowała w Nature: stworzyli fikcyjną badaczkę, Annę O. Szust, która próbowała dostać się (wysyłając maila z ofertą współpracy) do redakcji 360 czasopism. Uwzględniono tu 3 rodzaje czasopism:
* 120 posiadających wskaźnik IF,
* 120 z bazy Directory of Open Access Journals (jak rozumiem bez IF)
* 120 z grupy tzw. predatory journals
Żadne z czasopism posiadających IF nie odpowiedziało pozytywnie na maila, kilkadziesiąt pozytywnych odpowiedzi fikcyjna badaczka otrzymała od czasopism z ostatniej grupy, kilka z drugiej grupy. W kilku przypadkach została mianowana na stanowisko redaktora naczelnego. Tutaj jest więcej o samym eksperymencie i jego wynikach:

Tyle streszczenia, a teraz interpretacja z mojej strony, bo to bardzo ciekawy temat - kilka punktów w kolejności losowej:

1. 
Eksperyment pokazał, że lista JCR jest wskaźnikiem jakości - żadna redakcja spośród 120 posiadających IF nie przyjęła tej badaczki. Znając pracę redakcji czasopism od podszewki przypuszczam, że w wielu redakcjach tych 120 czasopism przydałaby się  merytoryczna osoba do pomocy (bo w redakcji jest zawsze dużo pracy) - mimo to nikt nie zaryzykował podjęcia współpracy. Więc te badania to kolejny argument, że Impact Factor jest wskaźnikiem jakości - niedoskonałym, ale nie ma nic lepszego. Spójrzcie z perspektywy Anny O. Szust - myślicie, że ona chciałaby "kultu IF", czy też przyłączyłaby się do chóru jego przeciwników?

2. 
Dla nas lekcja jest taka: nie powinniśmy w ogóle uwzględniać żadnej listy B, C, D... w naukach biologicznych. Jak ktoś chce, to niech publikuje w Gościu Niedzielnym albo Wyborczej - jego sprawa. Po prostu tej części aktywności, podobnie jak spaceru z psem albo pastowania butów, nie zaliczamy do działalności naukowej. Będzie prościej (odpadnie część sprawozdawczości) i lepiej (odpadnie sklejanie punkcików z wielu niskiej jakości czasopism). Eksperyment wrocławsko-poznański pokazuje, kto w tych czasopismach może pilnować jakości...

3. 
Istnienie nieuczciwych periodyków jest zjawiskiem naturalnym i - paradoksalnie - pozytywnym. Powstawanie takich czasopism-oszustów pokazuje, że istnieje silna presja na naukowców, żeby publikowali. I tak być powinno! Wobec tego, ci którzy nie potrafią/nie chce im się/nie mają talentu, szukają innych miejsc niż lista JCR, próbują obejść dobrze na ogół działający system kontroli jakości, są gotowi płacić by publikować w słabych czasopismach, bo nikt nie chce ich prac w tych dobrych i - najczęściej - bezpłatnych. Więc istnienie tych czasopism-drapieżników pokazuje, że system działa, że granica jest szczelna, a miernoty kłębią się dociskane do tej granicy przez wymagania pracodawcy i szukają drogi wyjścia. Gdyby takich czasopism nie było, albo gdyby nagle zniknęły, powinniśmy się zacząć martwić. A skoro są, to jest dobrze.

4.
W eksperymencie przewija się kwestia Open Access. Wydaje mi się zasadne podsumowanie, że OA nie gwarantuje niczego w kwestii jakości (podobnie jak w kwestii cytowalności), natomiast może napędzać autorów czasopismom o wątpliwej jakości i z pewnością transferuje dużą forsę z budżetu do wydawców. Jak dla mnie kolejny powód, by na modę OA spoglądać z rezerwą. 

5.
Uwaga nieco bardziej z perspektywy wolnościowej: nic z tym zjawiskiem nie trzeba robić. Funkcjonowanie słabej jakości czasopism nie jest żadnym problemem i nie wymaga ingerencji. Podobnie jak funkcjonowanie słabej jakości uczelni. Jeśli będziemy mieć system naukowy, w którym wygrywa jakość (moje hasło: płacimy za efekty), to nie musimy się zajmować żadnym uzgadnianiem stopni, żadną akredytacją, nie musimy tworzyć rządowych agencji weryfikujących jakość nauczania itp. Co z tego, że gdzieś w Indiach czy Brazylii istnieją takie czasopisma? Jeśli ktoś chce w nich publikować, proszę bardzo. Jeśli ktoś chce, to może swoje przemyślenia drukować i kserować - z kserokopiarkami też będziemy walczyć? Jasne i ostre kryteria awansu naukowego i płacenie ludziom za efekty likwiduje potencjalne zagrożenie. Więc konkluzja taka jak zawsze: musimy rozliczać efekt, a nie regulować zasady osiągania efektu.

6. 
Jeszcze jedna rzecz: w nauce jakość utrzymuje się samoistnie, a często wbrew ingerencji ze strony państwa. Widzę to tak: redaktorzy czasopism, recenzenci i autorzy sami dbają o jakość nauki, sami stworzyli zewnętrzny i międzynarodowy system oceny (ISI, Scopus, H, IF, cytowania, i inne), sami eliminują słabych zawodników (recenzje). Natomiast największym zagrożeniem dla nauki jest ingerencja polityczno-państwowa. W Polsce to rząd utrzymuje na etatach tysiące O.Szustów, którzy na wolnym rynku naukowym nie mogą się przebić, ale mając umowę bezterminową, zagwarantowany pokój i komputer, oraz pieniądze z budżetu na Open Access w słabych czasopismach, nadal jakoś w systemie funkcjonują i napędzają inflację nauki. Płaćmy za efekty, a O.Szuści sami znikną.

Michał Żmihorski

niedziela, 19 marca 2017

o NCBiR

Przedwczoraj prof Stanisław Karpiński z SGGW na swoim profilu na facebooku zamieścił następujący komunikat, który przeklejam w całości bez komentarza (szczęśliwie się składa, że nie mam żadnych doświadczeń z NCBiR) - może komuś się przyda, takie inicjatywy zawsze warto wspierać:

"Dziś razem z moim przyjacielem Prof. Janem Piekarczykiem z UAM z Wydz Geografii i Geofizyki wygraliśmy w WSA w Warszawie sprawę przeciw NCBiR o nie przyznanie projektu z działania 4.1.2.2. Sad zmiażdżył argumentacje NCBiR, ze nasz projekt nie spełnił kryteriów regulaminu konkursu. Orzekł, że regulamin konkursu jest niejasny, i niezgodny z prawem nadrzędnym. Nakazał NCBiR ponowne rozpatrzenie naszego wniosku a to w praktyce oznacza przyznanie finansowania. Wyrok jest prawomocny! Kolejny projekt trafi do mojej wspaniałej grupy!

Sytuacja NCBiR po rozstrzygnięciu innego konkursu - Biostratega III jest moim zdaniem nie do pozazdroszczenia. Spośród 16 projektów rekomendowanych do finansowania po rozstrzygnięciu konkursu Biostrateg III, aż 12 projektów zostało przyznanych podmiotom w których na etatach zatrudnionych jest 3 członków Komitetu Sterującego programem Biostrateg (całość programu to ponad 400 mln zł), w tym 6 projektów przyznano do Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa - Państwowego Instytutu Badawczego.

Proszę wszystkich liderów wniosków złożonych w konkursie Biostrateg 3 (po otrzymaniu oficjalnych decyzji z NCBiR), których wnioski zostały odrzucone o kontakt ze mną, w celu udzielenia instrukcji jak mają przygotować wnioski odwoławcze."

Michał Żmihorski

niedziela, 5 marca 2017

Uniwersytet PAN

 
W Ministerstwie Nauki powstał pomysł, który spotkał się z pozytywnym przyjęciem we władzach Akademii, by z jednostek PAN stworzyć uniwersytet. Pracę nad ogólną koncepcją są podobno "średnio zaawansowane" a prezes Duszyński ocenia, że szczegółowa koncepcja powstanie do końca roku. 

Skąd ten pomysł? Ten tekst nieco tę kwestię wyjaśnia:

...inicjatywa ta ma mieć charakter wizerunkowy. - Wszyscy jesteśmy świadomi, że jeśli chodzi o rankingi międzynarodowe, polskie uczelnie znajdują się na dalekiej pozycji[...] Rankingi [...] nie są przychylne polskiej nauce. [...] Nowa placówka ma przynajmniej częściowo rozładować ten problem, a na dodatek uruchomić dodatkowy potencjał, jaki drzemie w PAN. Na uniwersytet złoży się pięćdziesiąt najsprawniejszych instytutów Akademii z Wydziałów: Nauk Humanistycznych i Społecznych, Biologicznych i Rolniczych, Ścisłych i Nauk o Ziemi, Technicznych i Medycznych. [...] Nad kształtem nowego uniwersytetu pracuje zespół złożony z dziesięciu dyrektorów instytutów PAN.

więcej tutaj: 

oraz tutaj:

 Mój komentarz, kilka punktów:
1. Ogólnie sam pomysł uważam za bardzo dobry. O ile często jestem sceptyczny wobec różnych form reformowania PAN i nauki w Polsce w ogóle (co najczęściej sprowadza się do powoływania nowych komitetów, które wołają o pieniądze), to ten pomysł stwarza przynajmniej dwie okoliczności do poprawy sytuacji. 
1A. Po pierwsze i najważniejsze - jeśli powstaje coś nowego, to jest okazja do oczyszczenia kadrowego. Władze PAN, zarówno na szczeblu centralnym jak i w pojedynczych jednostkach, mogą używać tej reorganizacji jako pretekstu do wręczania zwolnień i wymówień dożywotnich umów o pracę wszystkim "pracowitym inaczej". Organizujemy nową strukturę, może zmieni się nazwa jednostek, może będą nowe budynki, itp - niekoniecznie musi się w nich znaleźć miejsce dla "pani Halinki" która od 30 lat popija kawę... Jeśli będzie taka wola polityczna we władzach PAN, to tej okazji nie powinny zmarnować. Zwracam uwagę, że po cięciach kadrowych łatwiej będzie znaleźć finanse na tę inicjatywę. 
1B. Kontakt ze studentami, to jest coś, czego w PAN obecnie brakuje. Teoretycznie miał to być zbiór jednostek ściśle naukowych, bez dydaktyki, ale ten model - moim zdaniem - się nie sprawdził. W większości przypadków skończyło się na totalnym skostnieniu i w większości jednostek czas się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu. Wierzę, że trochę młodych osób zadających pytania i wymagających uwagi, może w ten muzealny zaduch wpuścić nieco świeżości. Szczególnie, jeśli zasady finansowania nie będą promowały ilości studentów, tylko jakość studiów. 

2. Myślę, że poprawianie pozycji w rankingu, postawione jako cel powoływania tej uczelni, to grube nieporozumienie. Zadajmy sobie pytanie: czy uniwersytety powstały i funkcjonują po to, żeby zajmować dobre miejsce w rankingach? Myślę że to istotne, by jasno powiedzieć, że powołujemy nową uczelnię w celu poprawy jakości kształcenia i doskonalenia naukowego, a nie dla prestiżu! Prestiż jest skutkiem ubocznym, a ktoś zabiegający o prestiż z definicji nie może go osiągnąć. Wiem, że to jedynie kwestia przedstawienia całej inicjatywy, ale moim zdaniem ważna. Zerwijmy z kompleksami i róbmy dobrą naukę, a postrzeganie nas przez innych z pewnością się poprawi.

3. Widzę tu poważne zagrożenie przerostu formy nad treścią - już zaczynamy dyskusję od finansów, nowych budynków, adaptacji istniejących, budżetu itp. Myślę, że to jest najpoważniejsze zagrożenie dla tej inicjatywy - oczyma wyobraźni już widzę nowe, urządzane z przepychem i w złym guście, gabinety dyrektorów/dziekanów/kierowników i ich nieuprzejme sekretarki, oznajmiające że profesor teraz nie ma czasu. Znowu zaczynamy od formy i narzędzi, a nie od treści i koncepcji (przynajmniej takie odnoszę wrażenie czytając doniesienia prasowe). Nie będę udawał, że mam gotowy przepis na tę inicjatywę, ale przypomnę jedno: w ostatnich latach wybudowaliśmy od jasnej cholery (określenie brzydkie, ale idealnie oddające skalę zjawiska) nowych budynków, szklanych domów po lasach, sal wykładowych i wielopiętrowych laboratoriów, które stoją puste... Wykorzystajmy to, dogadajmy się z Wyższą Szkołą Łowiectwa i Kosmetologii, która dostała z UE 60 milionów na nowy kampus, zamiast budować kolejne gmachy!

4. Jak czytamy, inicjatywą kierują dyrektorzy instytutów... Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać by nie przytoczyć tu sformułowania Stefana Kisielewskiego o "domaganiu się wyłączności do naprawiania zegarka przez tego, kto go zepsuł"... Albo inna metafora - jeśli chcemy zrobić odrzutowiec, nie możemy zatrudniać ludzi całe życie pracujących nad samolotami śmigłowymi, bo oni już z tych śmigieł się nie wyleczą... Rozumiem, że potrzebujemy ludzi z doświadczeniem, bardzo fajnie, że dyrektorzy włączają się w tę inicjatywę, ale jeśli ma się coś zmienić, to należy zacząć zmianę od kadr. Zaznaczam, że opieram się na zdawkowych komunikatach prasowych - być może moja krytyka jest przesadzona, ale nauczony doświadczeniem, krytykuję nieco na zapas.

Tak czy inaczej, cała inicjatywa jest ciekawa i trzymam za nią kciuki. 
Michał Żmihorski